niedziela, 21 lutego 2016

1.4. Relacje





Połyskujący w białych światłach zawieszonych w tunelu czarny lakier samochodu posuwał się naprzód, mając na liczniku przekroczoną dozwoloną prędkość o dobre trzydzieści kilometrów, a jednak w rzadkiej rzece innych pojazdów na owej drodze zygzakowanie podczas wyprzedzania nie przychodziło kierowcy z trudem. Czasem ktoś zatrąbił na pragnący za wszelką cenę dominować na drodze Jaguara F-type R – kolejny nowy model zakupiony do garażu szefa Heylinu, i którego silnik był świeżo piłowany a czasem ktoś nawet poczuł się na siłach by spróbować zrewanżować się i wyprzedzić wózek mafiozy z powrotem, jednak kierowca Chase’a – Victor – był niekwestionowanym mistrzem kierownicy, pogromcom świateł, diabłem szosy. Zaraz po swym szefie, oczywiście.
Tym razem jednak Chase nie miał ochoty usiąść za kółkiem, woląc posiedzieć w siedzeniu obok i dowoli pogapić się w okno, czyli w szybę, w której rozmazywał się obecnie z dziką furią obraz ścian niechcącego się skończyć tunelu. Był w innym świecie. Daleko oddalony umysłem od rzeczywistości, krążył myślami wokół osoby swojej narzeczonej i związanego z nią tematu, który nie chciał mu dać spokoju. I wcale nie chodziło tu o to, co powiedziała mu parę godzin temu Dyris.
Był już wieczór, dochodziła godzina dziewiętnasta. Chociaż Chase znacznie wcześniej uwinął się ze swoimi sprawami, bo  miał być w domu na obiad, po otrzymaniu wiadomości od Jima skoczył z kolegami na drinka, czy tam dwa, by nie wrócić za wcześnie, zbyt spięty czy zbyt zbulwersowany. A wściekł się nieźle, gdy dowiedział się, że „jego dupa” nie była z nim do końca szczera i spotkała się nie tylko ze swoją przyjaciółką, ale jeszcze z jakimś kolesiem, parszywym śmiertelnikiem, „kutasem z bydłowatego plebsu”, który praw nie ma, by zadawać się, czy w ogóle dotykać członka rodziny Heylin, a śmiał to uczynić, co niezaprzeczalnie udowadniały przesłane mu na telefon zdjęcia. Chase nie miał zielonego pojęcia, co zrobić w tej sprawie. Alkohol we krwi w dodatku nie pomagał, bo podgrzewając mu żyły, dodawał do pieca i zwiększał jego złość. Najchętniej strzeliłby Kimiko po pysku za zdradę, ale nie miał solidnego dowodu, aby móc ją o coś ta wielce zwyrodniałego oskarżać. Powstrzymywał więc świerzbiącą go rękę i dla relaksu, oraz próby osiągnięcia wewnętrznej równowagi ducha, żeby to przy wysiadaniu z auta, gdy już dotrą na miejsce nie trzasnąć za mocno drzwiami tego ukochanego nowego samochodu, przechodził do innego folderu galerii zdjęć na swoim urządzeniu mobilnym z zaawansowanymi usługami interaktywnymi. Mianowicie gdy odrywał wzrok od szyby, przeglądał nagie fotki Kimiko, zarówno te, które zrobił w dniu ich pierwszej wspólnej nocy prawie cały rok temu, jak i te wykonane później. Ostatnie cyknął jej jakieś dwa miesiące temu, gdy miał urodziny, a ona na sobie koronkowe pończochy i seksowną bieliznę w białą panterkę; zapisaną ma całą serię zdjęć, przedstawiającą każdy ruch ściągania kawałek po kawałku kompletu i odsłaniania tej białej i słodkiej w smaku niczym posłodzona śmietanka cipeczki, i tych białych piłeczek na klatce piersiowej z różowymi jak maliny sutkami – tak mniej więcej Chase określał te najważniejsze elementy ciała córki prezydenta, bowiem reszta nie miała już tak wielkiego znaczenia. No może jeszcze ten płaski brzuch z delikatną talią charakterystyczną u drobnych Japonek go podniecał i długa szyja, którą uwielbiał oglądać, gdy Kimiko nosiła włosy wysoko spięte. Było więc tak, że była dlań atrakcyjna, a przez to z nikim nie zamierzał się nią dzielić. Sama myśl, że ktoś inny mógłby położyć na niej swe brudne łapska wywracała mu żołądek do góry nogami, zaś jego pięści z automatu się zaciskały, gotowe do zadania serii siarczystych ciosów. Poza tym kosztowała go sporo – i wcale nie mowa tu o pieniądzach. Chase zapłacić za nią czymś znacznie cenniejszym, a gdy sobie o tym przypominał, nabierał ochoty wyżywać się na niej za popełnienie tego błędu.
Po raz który pokręcił głową, chcąc wreszcie przestać się tak wściekać, inaczej na serio coś zniszczy, a nie miał nic bezwartościowego blisko siebie. W gangsterskim świecie uchodził za osobę umiejącą bez problemu zachować zawsze stoicki spokój, za posiadacza przeto zimnej krwi. W gruncie rzeczy był człowiekiem, który jak raz wybuchnie, to tak szybko do normalnego stanu nie powróci i dla własnego bezpieczeństwa, lepiej nie być w pobliżu, gdy Chase przechodzi swój atak furii. Jego ludzie wiedzieli, co się wówczas z nim dzieje i między innymi ze strachu przed nim robili wszystko, by nie dawać mu powodów do gniewu. Jednakże musieli pozostawać mu też bezwzględnie lojalni, a to oznaczało, że jeśli kazał śledzić swoją narzeczoną i doniosić o wszystkich jej przewinieniach, to trzeba było ryzykować. Pamiętając, że pracuje cały czas nad swoją dyscypliną, oraz że nie chce skoczyć od razu Kimiko do gardła, Chase odpalił sobie zdjęcie, na którym leży ona rozkraczona i zaczerwieniona na twarzy po ostrym stosunku. Przybliżył sobie obraz do jej piersi usianych w ślady po ugryzieniach, wyłączając w ten sposób swoje myślenie całkowicie na jakiś czas. Dokładnie do momentu, w którym Victor nie postanowił się odezwać.
– Coś szefa trapi? Czy to przez córusie?
– Dokładnie przez nią – przyznał oschłym tonem.
Victor pokiwał głową, prychając.
– Ja jej nie ufam – oznajmił, wyprzedzając kolejne auto. Właśnie wyjechali z tunelu i Chase ponownie zatracił się w krajobrazie nieśpiącego miasta rozciągającym się za oknem.
– Wiem, że jej nie ufasz. Wiem, jakie masz wyrobione o niej zdanie. Niesprawiedliwe zresztą. A ja jednak chcę pozostać do końca sprawiedliwy.
– Bo co, bo to honorowe? Wybacz, szefie, ale to przez nią właśnie twój honor ucierpiał.
Victor – wypowiedział groźnie i krótko jego imię, znacząco wzmacniając w ten sposób pozostałą część zdania: – nie wracajmy tego. Nie musisz mi o tym przypominać.
– W porządku. Wybacz.
Na jakiś czas zapadła cisza, zagłuszana szumem docierającym z ulicy. Już powoli zbliżali się na obrzeża miasta ustanawiane przez wzgórza, które wzrosły nad jeziorami. Gdzieś tam stała posiadłość Chase’a Younga.
– Chcę tylko, żeby była mi wierna. Czy to tak wiele?
– Jedyne co przychodzi mi do głowy, to znów ją przetestować.
– A nie lepiej otwarcie porozmawiać? Test da mi to samo, co wszystkie poprzednie. Zrobi dla mnie wszystko, żebym w nią nie wątpił i co wcale nie da mi żadnej gwarancji, czy jest po naszej stronie. Bądź, co bądź, tatuś mógł jej kazać choćby zabijać każdego, kogo wyznaczę. Jednak jestem z nią rok i nie chce żyć w świadomości, że ten rok jest kompletnie stracony.
– Fakt. Dawno nie byłeś z nami na dziwkach. Myślę, że zapomniałeś już, ile radości one dają. W razie czego pamiętaj, że zawsze możesz szukać u nich pocieszenia, gdyby jednak wyszło na moje i córusia okazałaby się zdrajczynią.
– Z tymi dziwkami to czasem jesteś jak Zhinu.
– E tam. Naszemu Jebaczkowi nikt nie może się dorównać.
Rozmowa urwała się i Chase powrócił do cichego kontemplowania nad nękającą go sprawą w samotności. Nie przestawał wpatrywać się w okno, próbując wychwycić jakieś zarysy pokonywanego terenu, skąpanego w mroku wieczornej pory. Wspominał słowa Victora oraz swoje własne, spajając przesyłane w nich prawdy w jedno i w ten sposób próbując wykreować inny plan działania, skuteczny i kompromisowy.
– Chyba że… – mruknął po paru minutach.
– Chyba że? ­– Victor spojrzał nań w lusterku. Chase z uśmiechem streścił mu swój nowy plan, a wówczas gangster rzekł:
– Zawsze uważałem, że jesteś genialny, szefie.  


Przygotowanie samodzielnie kolacji mając za poradnik program kulinarny „Chichi gotuje” okazało się fatalnym pomysłem. W założeniu kaczka po pekińsku, którą Kimiko miała z panią w telewizji przygotować była prosta i zbędne było posiadanie talentu w kuchni czy zmysłu smaku. Wskazówki, rady i cała instrukcja objawione zostały w najprostszy możliwy sposób, a jednak kucharka pracująca w domu Younga o imieniu Mei, z przerażeniem obserwowała na przeprowadzane przez panienkę Tohomiko kuchenne rewolucje, na widok których tylko jedno inne słowo cisnęło się na język: Armagedon.
Warzywa przeróżnej maści i faktury zalegały blaty kuchenne i podłogę. Rozsypane przyprawy mieszały się ze sobą, zaś talerze, którymi miał zostać nakryty stół, upaćkane zostały konsystencją musztardy i imbiru.
Poplamiona sosem i przepocona na skroniach Kimiko dzielnie jednak walczyła do końca, dzieląc składniki i doprawiając ryż. Chichi była już znaczne dalej: właśnie wyciągała upieczone na bursztynowy kolor mięso z piekarnika, podczas gdy wstawiona przez Japonkę kaczka wciąż do siebie dochodziła. I chociaż gołym okiem było widać, że potrzebna jej pomocą, zbywała kucharkę, która uparcie nie chciała wyjść z kuchni – w każdej chwili gotowa, by skoczyć po gaśnicę – uważając, że będzie lepiej, jeśli przynajmniej postoi i popatrzy, co panienka robi. A Kimiko właśnie stwierdziła, że blat stołu ma za bardzo brudny niż ten, na którym pracuje Chichi, toteż zostawiła warzywa, chcąc sięgnąć po ścierkę i zacząć ścierać. Plamy miodyu wymieszane z imbirem pochłonęły znacznie więcej czasu niż sądziła, bo za nic nie chciały tak łatwo zejść. Nim się obejrzała, cała kleiła się do blatu i nawet do podłogi, która również zaczęła odznaczać się ranami poniesionymi w walce z brakiem doświadczenia w gotowaniu.
– Panienko, może ja jednak posprzątam, a panienka dojrzy kaczkę w piekarniku?
Kimiko nie odpowiedziała od razu, patrząc się w jakiś niewiadomy punkt i licząc w duchu. Spojrzała na zegar, próbując przypomnieć sobie o której kaczkę wstawiła i po jakim czasie Chichi mówiła, że trzeba ją wyciągnąć. Aż nagle uprzytomniła sobie co innego.
– O rany, on zaraz wraca!
Czasu było coraz mniej, a przez to serce w piersi Japonki biło szybciej, ona sama z kolei traciła na skupieniu.
– Talerze!
Po krzyknięciu podbiegła do wyjętych wcześniej naczyń i z bólem spostrzegła jak bardzo nie nadają się na ekspozycje. Przesunęła je więc na bok i zaczęła szukać innych. Gdy tylko znalazła odpowiednie pary talerze, pobiegła do jadalni, co było totalnie niezgodne z przepisami BHP. Rozłożywszy je, pozwoliła sobie jeszcze na małą chwilkę, aby udekorować je serwetkami. Dopiero po tym wróciła do kuchni, warcząc na kucharkę za to, że śmiała zbliżyć się na jej pole bitwy, tj.: wtargnąć na teren kafelkowy. Wygnana z powrotem na parkiet, kobieta zaczęła gryźć swoje paznokcie. Bała się, że gdy pan domu wróci i zobaczy ten garnizon, jej się oberwie za brak kompetencji.
Chichi właśnie żegnała się z telewidzami, życząc smacznej kolacji. Zabałaganiona Kimiko właśnie zorientowała się, iż za długo ryż kipi się w garnku. Wpadając na potężną białą chmurę, chwyciła za rączkę i zdjęła garnek z palnika. Krzyknęła, oparzając się.
– Na babcię Fei! – zawołała kucharka, podbiegając do Kimiko. Wzięła jej dłonie i pobieżnie obejrzała. Były czerwone, lecz nie jakoś poważnie zranione, więc Kimiko ponownie rozkazała się oddalić. – Ależ panienko… Nie wyrobi się panienka, proszę pozwolić mi pomóc…
– Nie! – Po czym w grubych, kuchennych rękawicach zaczęła nakładać ryż na talerze, a zaraz po nim warzywa. Wróciwszy do kuchni, wzięła się za szukanie sztućców i pałeczek. – Gdzie są sztućce? – spytała po dłuższych oględzinach, nie mogąc ich znaleźć.
– W pierwszej szufladzie na lewo od lodówki.
– Tak myślałam.
Wyciągnąwszy wszystko, co potrzebne do zjedzenia kolacji, porozkładała je przy talerzach. A wtedy usłyszała brzęk opadającej klamki i otwieranych drzwi.
Doprowadziwszy się do ładu, pobiegła do westybulu, z uśmiechem witając narzeczonego. Nie starczyło tego uśmiechu dla Victora, który i tak z resztą nie raczył na nią spojrzeć. Wraz z Chase’em oddał kurtkę służącej, by następnie zniknąć w głębinach szerokiego korytarza.
Kimiko poczuła ucisk w sercu na jego widok, jakby ktoś wpakował jej do środka parę żelaznych szczęk. Odezwał się w niej niepokój, którego przyczyn nie była w stanie sprecyzować. W głowie brzęczało dziewczynie między innymi wspomnienie o tym, skąd narzeczony wraca. Chcąc jednak przełamać falę złych uczuć, które poczęły ją gnębić, wymusiła na swej twarzy sztuczny uśmiech, po czym poszła się przywitać.
 – Hej – rzuciła krótko, kładąc mu dłonie na ramionach. Już stanęła na palcach, by go pocałować, gdy nagle Chase odchylił się do tyłu, jednocześnie podnosząc rękę z uniesionym palcem, by ją powstrzymać. Zagubiona Kimiko stanęła prosto, nie rozumiejąc czemu tak chłodno zostaje odtrącona, aż nagle palec Chase’a powędrował do jego ust i przenośnie przypomniał o szmince, jaką Japonka miała na swoich ustach. Chase nie znosił, gdy zostawiała na nim tego typu ślady. Pewnego razu zdarzyło się, iż poszedł z czerwonym odciskiem warg na swej szyi do swojego gabinetu, w którym czekało nań dwóch jego zbirów. Pierwsze co zrobili to zachichotali, niekoniecznie się naśmiewając, a jednak szef Heylinu i tak chodził przez resztę dnia naburmuszony.
Zrezygnowana Kimiko dała krok w bok, dając narzeczonemu mu przejść. Chase odwiesił płaszcz, a następnie zaczął kierować się w stronę salonu połączonej przejściem bez drzwi z jadalnią, gdzie czekała kolacja. Nim zasiadł do stołu, zmienił kanał w dwustu-calowym telewizorze, bo akurat leciały wiadomości. Ani razu słowem się nie odezwał, traktując Kimiko jak powietrze, i do czego zresztą zdążyła przywyknąć, aż nagle wyskoczył pytaniem:
– Jak było na zakupach?
Dziwne, bowiem rzadko kiedy interesował się wydarzeniami z jej życia, chyba, że złamała którąś z żelaznych, niespisanych, a jednak ustanowionych przezeń zasad, o czym się dowiedział i pytając pragnął sprawdzić jej szczerość. Kimiko od razu pomyślała o Raimundzie i Fredzie, z którymi nie miała planów się spotkać. Wówczas odczuła niemały podkład złości uświadamiając sobie, że nadal jest śledzona na każdym kroku. Równocześnie zrobiła się ciekawa tego, czy Chase wie w jakim celu na te zakupy w ogóle się udała.
– Dobrze. Nie dostałam tego, czego chciałam, ale nie wyszłam też z pustymi rękoma. – Na początek postanowiła sprawdzić, ile wie. Jeśli będzie ciągnąć ten temat, nie będzie ryzykować i wyśpiewa mu wszystko jak na spowiedzi.
– A czego szukasz? Może ja to znajdę? – zapytał, kładąc łokcie na oparciu fotela.
Kimiko nie ukryła swego zdziwienia. Jej narzeczony jeszcze nigdy dotąd nie oferował pomocy ze swej strony; zawsze, gdy miała jakiś problem, musiała wpierw go o nią wyprosić. Zdawał się miły, acz ciężko było mieć pewność, gdy tak nie odrywał wzroku od skośnookiej prezenterki streszczając o kolejnym napadzie na bank i kolejnym przypadku totalnej bezradności policji. Przynajmniej mogła być już też pewna, że Jim wbrew jej przekonaniu nie przekazał Chase’owi, że szuka dla niego prezentu na rocznice, a fakt ten sprawił, że tylko bardziej zaczęła powątpiewać w to, iż sama również coś dostanie. Sam prezent w rocznice miał być tylko gestem… No ale nic, przeżyje, wszak i tak niczego Japonce nie brakuje, może jedynie tej odrobinki większego zaufania, jak i miłości. Lecz na co komu miłość w dzisiejszych czasach? Kimiko nie uważała, by był ktoś na świecie, kto wie jak naprawdę to uczucie smakuje. Według niej wszystko kręci się wokół pożądania, pieniędzy i kłamstw.
W jadalni pojawiła się kucharka, która dyskretnie próbowała coś Kimiko przekazać, ale ta ją zbywała, kontynuując z Chase’em przesłuchanie.
– I to tyle? Fajnie chociaż spędziłaś czas?
Przełknęła ślinę.
„Wie o chłopakach. Wie na pewno!”
– Trochę… Keiko przyszła z jakimiś kolegami… Byli strasznie tępi… – skłamała, licząc że Chase nie będzie dalej drążyć tematu, kiedy ona w jasny sposób przekaże mu, iż ma Raimunda i Freda za totalnych głąbów. Z głąbami nikt nie chce trzymać.
– Co to za koledzy?
„A jednak… Zrobi o nich specjalne teczki i spisze wszystkie informacje… Czy powinnam mu powiedzieć, że znam Raia od dziecka?”
– Jeden ma na imię Raimundo, drugi Fred… Ten Fred to chyba buja się w Keiko… W sumie miałam do niej zadzwonić… Hmm, gdzie ja położyłam telefon… – zmieniła szybko temat. Kątem oka dostrzegła, że sprawa chyba wyleciała narzeczonemu z głowy. Dodała więc: – Słuchaj, zrobiłam nam kolacje. Może zjesz? – Ścisnęła mocno kciuki.
Oderwał się od telewizora i spojrzał na nią.
– Mei ci pomagała?
– Nie. Wszystko sama. Raz może podpowiedziała mi, gdzie są sztućce – odparła z wielką dumą, której po chwili pożałowała.
Chase zerknął w kierunku kuchni, węsząc niepokojący zapach, lub właściwie smród.
– Coś się pali.
 Kimiko też to poczuła i wytrzeszczyła oczy.
– Kaczka…
Jak strzała pobiegła do kuchni, o mało nie wywracając się na kafelkach. Gołymi rękami otworzyła piekarnik i poparzyła się znów, tym razem boleśniej, a z otworu, w której smażyła się kaczka buchnął czarny dym. Chase wściekły do białości spiorunował spojrzeniem stojącą bezustannie kucharkę, która podskoczyła ze strachu, jak gdyby wdepnęła na szpilkę.
– Wszystko pod kontrolą, proszę pana…! – zawołała i sięgając po rękawice wyciągnęła zwęglone, cuchnące danie. Czy raczej to, co z niego zostało. Biedna Kimiko zaś stała przy zlewie, oblewając poranione dłonie zimną wodą. Nagle włączył się alarm przeciwpożarowy  i wszyscy zostali zroszeni deszczem.
Kimiko pozwoliła kucharce uporać się z poległą pieczenią; sama wróciła z Chase’em do jadalni, gdzie nie było deszczu, który po chwili pan domu i tak wyłączył swym magicznym pilotem od wszystkiego. Nagle chwycił ją za oparzoną rękę.
– Au, au, auu!
– Ty niezdaro – powiedział, oglądając poparzenie. – Dobrze ci tak.
Po czym zaczesał mokre włosy dłonią do tyłu, które od wody skleiły mu się z grzywką na całym czole.
– A ty! – Wskazał na kucharkę. – Pakuj się, już tu nie pracujesz.
– Błagam nie! Nie będę mieć dokąd pójść!
Kimiko poczuła się, jakby to ją ktoś kopał. W końcu była wszystkiemu winna.
– Czemu chcesz ją zwolnić? Ona nic nie zrobiła…
– No właśnie, nic nie zrobiła – powiedział oschle. – Wiedziała doskonale, jak to się skończy, ale jednak pozwoliła tobie samej działać. Nie obchodzi mnie, czy na twoje życzenie. Jakbyś sobie rękę ucięła, krojąc, to co, po karetkę też by nie zadzwoniła? Przez nią mogło dojść do pożaru. Wynocha! – Wskazał kucharce drzwi.
Kimiko kręciła do kobiety głową i bezgłośnie powtarzała ciągle: przepraszam.
Kiedy wszystko się w miarę uspokoiło, Kimiko z burczącym brzuchem zapytała Chase’a, czy będą coś jeść. Starała się nie zwracać uwagi na Mei, która ciągnąc za sobą małą walizkę przekraczała próg domu, żegnając się ze wszystkim. Victor łaskawie przytrzymywał jej drzwi, ale dalej, na schodach i na ulicy, w ciemny i zimny wieczór, była zdana tylko na siebie. Chase długo nie odpowiadał, rozpinając mokrą koszulę. Wszyscy musieli się przebrać, lecz wpierw czekali, aż kucharka się wyniesie. Nadal zły na to, co się wydarzyło, krótko odpowiedział:
– Nie jestem głodny.
Następnie udał się do sypialni. Kimiko postanowiła z kolei, że zamówi sobie pizzę z owocami morza; zje ją całą w samotności, a nabyte kalorie, które potem będzie musiała spalać z Chiyo Bingbing w telewizji, będą jej karą za brak myślenia.


– Kochanie… Wszystko dobrze? – Trwająca już zdecydowanie za długo cisza między nimi nie dawała Japonce spokoju i cholernie wkurzała. Jeśli mający często fochy bez powodu szef największej mafii świata, człowiek poważny i zawsze logicznie myślący, znów się na nią obraził, niech powie za co, by ona mogła go przepraszać.
Oczywiście obstawiała wiele sytuacji, które niefortunnie miały swoje miejsce, jak wypadek w kuchni. Sądziła też jednak, że to zbyt głupi powód, by nawet on mógł użyć go jako pretekstu do milczenia i gapienia się ciągle w ten swój telefon, który Kimiko nie raz chciała wyrwać mu z ręki i wyrzucić przez okno. Wszystko po to, by odzyskać z nim kontakt. Inna rzecz, którą podejrzewała za bycie przyczyną, były zakupy, jakie odbyły się w towarzystwie kogoś jeszcze, niż tylko Keiko. Ale i tu znajdywała dla Chase’a usprawiedliwienie, iż w końcu była w kropce i postanowiła pytać aż do skutku.
– Tak – odparł. Kompletnie jej nie przekonywał.
– To czemu się do mnie nie odzywasz? – Głos starała się mieć potulny i zmartwiony. Leżała zwrócona do niego, tuląc głowę do poduszki i smyrając jego ramię opuszkami palców, chcąc go tym jakoś udobruchać.
– Odzywam.
Westchnęła.
– No… tak jakby. Odpowiadasz mi na pytania, ale sam nie rozpoczynasz żadnego tematu…
– Ty też nie – wykazał. I miał rację, lecz Kimiko uważała, że to on powinien przejmować przeważnie inicjatywę, wszakże ona nie miała zielonego pojęcia, na jakie tematy z nim gadać.
Zaczęła więc z innej beczki:
– Jak poszły interesy?
– Tak jak zwykle. Pomyślnie.
Nadal nie spojrzał na Japonkę ani razu, a to również działało na nerwy.
„Wyrzucę ci ten telefon, wyrzucę.”
Kimiko próbowała się kiedyś włamać na ów sprzęt Chase’a, martwiąc się, że nie jest z nią do końca szczery i poza przeglądaniem świata przestępczego, prowadzeniem konwersacji z osobnikami z mafii, sprawdzaniem poczty czy czytaniem dokumentów, prowadzi pełne flirtów pogaduszki z innymi kochankami i kręci śmietankę z całymi agencjami towarzyskimi. W innym wypadku czemu nigdy nie pozwalał jej zaglądać w ekran urządzenia? Nie zawsze chciał też obwieścić, co dokładnie robi, ograniczając się do krótkiego: „pracuję”. Kimiko miała swoje zdolności, nie tylko w uwodzeniu obcych mężczyzn, kamuflażu, ale również w hakowaniu. Akurat zmienianie haseł, wykradanie danych i tym podobnych było dla niej łatwizną i nawet dobrą zabawą, bo przypominało zakupy. Żeby znaleźć dobrą torebkę, trzeba było omijać ślepe zaułki w postaci promocji prowadzących do niemodnych już resztek towaru na stanie, a otwierać inne furtki, wprowadzając odpowiednie klucze – tudzież wykorzystując sygnały o polecanych markach – aż cel zjawiał się w polu widzenia. Porównanie, którego Chase za nic nie mógł zrozumieć, jednak nie zmieniało tego, że Kimiko była lepsza w programowaniu niż taki pracujący u niego Jack Spicer.
Ale gdy raz spróbowała, spotkała się z takim zabezpieczeniem, które za nic nie mogła sforsować, choć siedziała nad tym całą noc. Następnego dnia, mając nieustannie wrażenie, że Chase wiedział, że grzebała przy jego telefonie i jeśli chce uniknąć kary, to lepiej mu się do wszystkiego przyznać, opowiedziała o swoim zmartwieniu. Wówczas on, by rozchwiać wszelkie wątpliwości, pokazał jej swoją tapetę. Patrząc w wyświetlacz, Kimiko spłonęła rumieńcem; na ekranie wisiała ona, w pozycji leżącej, naga i połyskująca od olejków, z jednym palcem w buzi, którego delikatnie ssała przy rozchylonych wargach. Dodał, że gdyby był nią znudzony i zniesmaczony na tyle, by z romansować z innymi, jako tapetę ustawiłby sobie smoki, bo jej fotka tylko wprawiałaby go w… niezręczność.
Był taki okres między nimi po tym wydarzeniu, że Chase pozwalał Kimiko upewniać się, czy to erotyczne zdjęcie nadal robi za główne, poprzez granie w gry, jakie miał na telefonie. A miał ich parę i to całkiem niezłych, których sam nigdy nawet nie sprawdził, gdy zaś ona odnajdywała w nich niezły ubaw po pachy. Co prawda nie była do końca przekonana, że pomysł z tapeta z jej udziałem to dobry pomysł – zwłaszcza, kiedy na środkowy plan wychodzą jej cycki – bowiem kto wie, czy ktoś czasem zaglądając Chase’owi przez ramę, również tego nie zobaczy. On jednak zawsze wtedy odpowiadał: „Bez obaw”. Grała więc w Błotne Zombie bez obaw, czasem, całkowicie po kryjomu, przeglądając narzeczonemu smsy. Albo wszystko skutecznie, doszczętnie i w porę kasował, albo faktycznie nie w głowie były mu zdrady. Do skrzynki z wiadomościami miała jeszcze dostęp (hasło niebie$ki1500 było zbyt proste do odgadnięcia) tak niestety interfejs z opcjami zarządzania mafią, domem lub w ogóle całymi miastami pozostał nieodkryty.
Nawet jeśli nie zdradzał jej z innymi kochankami, w myślach Japonka skłonna była mu zarzucać zdradę właśnie ze światem przestępczym. Wszystko z nim związane stało na pierwszym miejscu, ona zaś na jakimś szarym końcu. A przecież, jako narzeczona, powinna mieć nieco więcej zainteresowania ze strony swego przyszłego męża. Bynajmniej tak sobie powtarzała, gniewając się po cichu.
Przekręciła się na plecy, wzdychając. Spojrzała na swoje wysmarowane kremem łagodzącym dłonie. Na szczęście nie był potrzebny opatrunek.
„Mam za swoje.”
– To czym się teraz zajmujesz? – spytała, nie chcąc, by znów milczeli.
– Próbuję zdążyć przed jutrem i zatrudnić jakaś kucharkę z dobrymi kwalifikacjami.
Kimiko schowała dłonie pod kołdrę.
– Aha… A jak się nie uda? Wiesz… Jutro jest już za chwilę.
– To będziemy sobie radzić bez niej.
– Każesz Victorowi, lub innemu kotkowi ugotować obiad? – Kotkami – tak Kimiko nazywała wszystkich gangsterów Chase’a, bo łasili się do niego zazwyczaj wtedy, gdy mieli jakąś sprawę.
– Nie. Sam coś ugotuję.
Kimiko podniosła się na jeden łokieć, zaskoczona. Ramiączko od koszulki nocnej ześlizgnęło się w dół.
– Umiesz?
– Umiem – odpowiedział spokojnie, zerkając na owe ramiączko, jakby był na nie wyczulony.
– I dopiero teraz się o tym dowiaduje? – ciągnęła. – Dlaczego nigdy nie zrobiłeś nam chociaż śniadania?
– Bo miałem od tego ludzi i mi się nie chciało – rzekł z uniesionymi brwiami, wreszcie spoglądając jej w oczy. Nagle odłożył telefon na szafkę obok. Dla Kimiko były to jednoznaczne sygnały: zareagowanie na ramiączko, spojrzenie, oderwanie się od „durnego” telefonu…
„Będziemy się kochać. Szykuj się.”
– Mam do ciebie małą prośbę. – Przysunął dziewczynę do siebie. Kimiko jak zawsze przed tym, poczuła, że przechodzi ją dreszcz.
– Tak? – Starała się spokojnie i miarowo oddychać.
– Powiesz swojemu ojcu, własnymi, łagodniejszymi słowami, żeby się łaskawie odpierdolił.
Wówczas zamarła. Cicho przełknęła ślinę, choć to nie ona miała powodów do strachu. Domyśliła się, że coś musiało się stać – i pewnie ma to związek z tym, że w wiadomościach trąbią coraz częściej o napadach na bank oraz padają sugestie o skorumpowanej policji – mianowicie tatuś musiał zwrócić Youngowi uwagę.
Nic nie odpowiedziała, co nie przeszkodziło Chase’owi w dopowiedzeniu czegoś jeszcze.
– Jutro wyznaczę ci też jedno zadanie… Prościutkie. 
– A-aha... Dobrze... – Tylko tyle była w stanie z siebie wykrztusić.
Chase się uśmiechnął.
A teraz… na dół.
Po czym łapiąc ją za głowę, zmusił do gwałtownego schylenia się, co było swoistym przekazem, iż czas na oralne pieszczoty.
Kiedy poczuł, że usta Kimiko poszły w ruch, odchylił głowę na poduszce i się rozluźnił. Taki relaks przed snem był zawsze najlepszy i koił wszystkie zmartwienia. Oddając się więc rozgrzewającym całe ciało uczuciom, przestał myśleć o tym, co przyniesie jutro
A jutro może o wszystkim zadecydować.


4 komentarze:

  1. Przeczytałam wcześniej, a dopiero teraz daję o sobie zjać : p Początkowy cały koncept mafii i śmiertelnego Chase'a nie przypadł mi do gustu, ale już po przeczytaniu prologu pozytwynie się zaskoczyłam. Z chęcią poczytam więcej, niczego się nie czepiam, bo nie ma czego ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem opowiadanie jest świetne. Niesamowicie wciągający styl pisania. Nie mogę się doczekać następnej notki :3.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, jak i grafika, stanowią wyłączną własność ich autorki - Layali Namit. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.