środa, 17 sierpnia 2016

1.5. Wybór strony





Chase dopiął swego i poniekąd zdołował mocniej Kimiko, prezentując swe umiejętności kulinarne, jakich jej brakowało w i tak skromnym arsenale talentów, a z jakich ona – kobieta podlegająca prawom panującym w tym antyfeministycznym zakątku świata – powinna się sławić, przygotowując na śniadanie prościutkie danie: naleśniki z dżemem. Przy okazji okazało się, że głowa największej chińskiej mafii ma słabość do cukru wszelakiej postaci, od owocowych słodyczy po łakocie fabryczne. Kimiko pomyślała więc od razu, mając na uwadze przez cały czas nadchodzącą rocznicę, że worek słodyczy nie byłby złym prezentem. Przynajmniej miałaby pewność, że wywołałby u niego uśmiech oraz zaspokoiła żołądek, a jak to często mawiał jej ojciec, zatrudniając przeróżnych kuchmistrzów, by nauczyli jego córkę pichcenia, przez żołądek właśnie zdobywa się serce mężczyzny. Tego ranka ową drogą Chase na nowo pozyskał skruszone serce Kimiko.
Po śniadaniu Japonka znalazła się w jacuzzi umiejscowionym w ogrodzie, tuż obok basenu o jaki dbała zatrudniona para kobiet. W willi mafiosy służba składała się praktycznie z samych przedstawicielek płci żeńskiej, a powodów dla podjęcia takiej, a nie innej decyzji Kimiko nie mogła odgadnąć po dziś dzień. Starała się nie zawracać sobie głowy tym, ani żadnym innym tematem związanym z jej narzeczonym, stwierdzając, że zagadki, które składają się na jego osobę są dla niej po prostu nie do rozwikłania. Do jacuzzi weszła po relaks, dlatego też odprężyła się i zasnęła, prosząc aby wielki parasol, który się nad nią rozpościerał okrył ją jak najszczelniej przed natrętnymi promieniami słońca. Jeszcze tego by tylko brakowało, by się opaliła i wyglądała jak klaun. Azjatki takie jak ona preferowały jasny odcień skóry i to właśnie w nim czuły się oraz wyglądały atrakcyjnie.
Tuż obok na wzniesionym do krawędzi wanny podeście, w której buzowała woda, trzymała telefon po jaki sięgnęła, gdy sen nie nadchodził. Spojrzała w ekran zastanawiając się nad umileniem sobie relaksu. Wybierając między puszczeniem muzyki a filmiku ze śmiesznymi kotami, przypomniał jej się Raimundo, którego zobaczyła po tak długim czasie rozłąki, oraz to, o czym mówił o niejakim Tinderze. Postanowiła sprawdzić co to takiego. Wpisała nazwę w wyszukiwarkę i już po chwili znalazła się na stronie portalu, który wyglądał jak zwyczajny serwis randkowy.
„Rai filtruje tutaj z dziewczynami? Czyżby był aż taki samotny? Co za babiarz.”
Sama strona internetowa niewiele mówiła o swoim działaniu. Przecież w podobny sposób, a może nawet łatwiejszy można pozyskać nowe znajomości przy użyciu facebooka. Ponieważ nie miała nic lepszego do roboty zaczęła szperać w googlach po więcej informacji. Szybko natrafiła na fora, które siały negatywne słowa na temat Tinderu, aż wylądowała na youtubie i obejrzała króciutki filmik, który w dużym, ale trafnym skrócie streścił jej sedno owej aplikacji.
„Ludzie umawiają się przez te stronę na seks…? O rany, Rai…”
Nie spodziewała się tego po nim w żadnym wypadku. Zaskoczył ją niebywale. Nigdy nie sądziła, że zostanie wiecznym singlem wyrywającym dziewczyny na niezobowiązujące wypady łóżkowe. Pomyślała o sobie i o łączących ją relacjach z nim. Niby Rai był starym znajomym, kolegą i nigdy nic więcej by ich nie mogło łączyć choćby z racji takiej, że została przeznaczona już komuś innemu, tak jednak nalegał, by wyskoczyła z nim na ot co, niegroźne kebaby. Wcześniej był moment, iż uległaby jego namowom i pod niewiedzą Chase’a wyszłaby na miasto z tym dobrym kolegą, lecz teraz stwierdziła, że lepiej urwać z nim kontakt i nie kusić losu, który lubił płatać figle. Nie chciała wszakże, by coś zaszkodziło jej relacjom z narzeczonym, bowiem to one stanowiły teraz u niej – i możliwe, że na zawsze – szczyt w piramidzie życiowych priorytetów.
„Gdyby Chase się dowiedział, że ktoś taki jest moim znajomym… Do widzenia wolne zakupy, witaj codzienna obstawo z ochroniarzy.”

– Kimiko.
O wilku mowa. Chase stanął przed nią i przysłonił widok na basen, a także rzucił dodatkowym cieniem.
– Jadę w interesach, zostaniesz sama przez resztę dnia do wieczora.
Sama, wcale nie oznaczało, że któryś z jego ludzi nie będzie jej strzegł.
– Pamiętaj o swojej dzisiejszej misji. Jak tylko wrócę, zabierzemy się za nią, dlatego psychicznie się przygotuj, jasne?
– Tak – odparła.
– Bądź grzeczna – dodał na koniec, nachylając się i całując ją krótko w usta.
„Ach, Chase” – westchnęła w myślach, odprowadzając go wzrokiem. „Znów się popsiukał tym cudownym perfumem. Kocham ten zapach. Jest taki… mocny, że aż boli mnie nos…!”
Kichnęła. Miał na sobie ciemnobordową koszulę z trzy-czwarte rękawem, do tego czarne spodnie. Uwielbiała go w czarnych spodniach. Zawsze przypominał jej się fakt, jakie zgrabne i sprawne ma te nogi. Kiedyś zabrał ją na tak zwaną mafijną zabawę. Było mnóstwo jedzenia i mnóstwo tańców. Wtedy to właśnie przekonała się, jakim to cudownym jest tancerzem i gdyby tylko miała na sobie wygodniejsze buty, tańczyłaby z nim do białego rana. Tym bardziej nie zapomni też jednego utworu, a dokładnie Careless Whisper, który puszczono podczas ich pierwszego wspólnego tańca, i w którym od razu się zakochała. Trzymała go zapisany na telefonie i nie raz uwielbiała go sobie puszczać. Coś było dla niej w tej piosence, że się rozpływała. Tamten wieczór był magiczny i chyba wtedy poczuła coś głębszego względem swego gangstera, acz obecnie nie umiała stwierdzić, czy tamto zauroczenie już jej przeszło, czy nie. Tak czy inaczej przez ostatnie miesiące po tym wieczorze zrodził się w Japonce mały fetysz. W przeciwieństwie do Chase’a, który za każdym razem się spinał, Kimiko miała fantazję puszczać ten swój ulubiony utwór muzyczny, gdy się kochali. Nie zawsze się udawało, ale czasem, jeśli testosteron u Chase’a dobrze się trzymał, miała te swoje pięć minut romantycznego bzykanka przy muzyce. Na samo wspomnienie o tym rozmarzyła się i zasnęła.
Niedługo po tym jak zniknął i odjechał swoim samochodem, do Kimiko ktoś zadzwonił, wybudzając ze snu. Przełknęła ślinę, kiedy zobaczyła napis nad wyświetlanym numerem: „ojciec”. Nie chciała odbierać, ale wiedziała, że musi, bo tak nakazywało posłuszeństwo – względem rodzica, oraz narzeczonego, który przecież chciał, aby zrobiła coś z natręctwem pana Toshiro Tohomiko.
– Halo? – rzuciła do słuchawki, przechodząc na japoński język, w razie gdyby gdzieś w ogrodach czaiły się jakieś uszy tajniaków.
– Halo! – odpowiedział jej krzyk zdecydowanie zdenerwowanego tatusia. – Dlaczego się nie odzywałaś przez ostatni cały miesiąc? Miałaś wysyłać mi wiadomość, gdyby ten ciul zaczął robić nowe interesy ze starymi znajomymi.
Fakt, nie informowała go o tym, co robi jej narzeczony z racji takiej, że ostatnim razem zapragnęła stać bardziej po jego stronie, tak nawet gdyby było na odwrót, nie wiedziała nic o jego interesach.
– Nie wiedziałam, że robi jakieś nowe układy z jakimiś znajomymi. Nie zabierał mnie ze sobą i nie dzielił się o tym ze mną.
Toshiro westchnął.
– Nieważne. Jestem na niego wkurwiony. Od miesiąca nie dostarczył mi żadnych nowych broni. Pewnie próbuje sprzedać ją na lewo, a nie tak się umawialiśmy. Tak czy inaczej cokolwiek kombinuje, masz wpierw się dowiedzieć, a potem ukrócić mu tę jego swawolę. Dodatkowo masz mu przypomnieć, że jest mi wciąż winien kawał towaru, a w ogóle super by było, gdybyś go namówiła na zrekompensowanie mi tych nerwów i tego czekania poprzez wysłanie mi podwójnej porcji. Chce dostać dwa razy tyle, ile miałem w planach dostać za to, że ten zięciuniek nie potrafi mnie szanować. Niech wie, że ja nie dam mu się oszukać.
Od słuchania go zaczynała boleć ją głowa. Jednocześnie na nowo przechodziła z jednej strony na drugą, nie mogąc ustalić, komu służyć – ojcu, który jej nie kochał, czy narzeczonemu, który też jej nie kochał.
– Jak mam to niby wszystko zrobić, ojcze?
– Wymyśl coś. Najlepiej przysłuż się ciałem, w końcu do czegoś je masz. Wyciągnąć od niego informacje nie powinno stanowić dla ciebie problemu. Najwyżej włamiesz się na jego telefon i prześlesz mi wszystko, co tam znajdziesz, nawet jeśli coś dla ciebie będzie niezrozumiałe. Chcę dostać to wszystko jak najszybciej i spróbuj mi tylko znów zamilknąć.
Nic mu nie odpowiedziała, a wyczuwając tę ciszę oraz coś jeszcze, mianowicie cichą ochotę na bunt, która w niej rosła, pan Tohomiko postanowił jak najszybciej działać i ją stłamsić, póki jeszcze jest w zarodku.
– Posłuchaj no mnie, a najlepiej to wbij to sobie dobrze do głowy. Mieszkasz u niego, ale wciąż jesteś moją córką i długu za ciebie wciąż jeszcze nie spłacił. Dlatego też albo się pospieszy, albo wykradnę cię i spalę naszą umowę, co go pogrzebie.
– Dobrze, ojcze, dobrze. Zrobię, co każesz.
– No ja myślę.
Gdy wróciła do sypialni, położyła się na łóżko i ryczała na nim do poduszki przez długi, długi czas. Nie rozumiała do końca czemu, ale płakała, bo bolało ją to wszystko, co ją otaczało. To życie, w którym każdy się nią posługiwał, w którym nikt jej nie kochał i nie doceniał, to życie, w którym nieustanne czegoś jej brakowało, i czego nie da się kupić za pieniądze. Cierpiała na samotność, oraz czuła, że jest zgubiona i nie może się odnaleźć. Los postawił Kimiko między prezydentem i panem ojcem, a szefem najsilniejszej mafii na świecie, nie dając trzeciej opcji. Mogła wybierać tylko między nimi i szczerze nie wiedziała, który wybór jest tym słusznym. Niby to ojciec ją wychowywał i przez lata wpajał zasady lojalności, oraz oddania, ale także mówił o tym, że w dniu, w którym już sprzeda ją mężczyźnie, zostanie mu przypisana i to dla niego zrobi wszystko, spełni każde jego życzenie. Jedno nie łączyło się przez to z drugim. Była w kropce i nie wiedziała, co robić. Kiedy zaczynała myśleć nad wartościami, jakie każda ze stron może jej zaoferować, tak samo do niczego nie dochodziła. Obaj byli dla niej źli, niedobrzy, wykorzystywali ją bez przerwy, obdarowując jedynie poczuciem niższości. Chase może bywał czasem dla niej miły i opiekuńczy, a jego wypady zazdrości sprawiały, że zaczynała podejrzewać go o jakieś głębsze uczucia, lecz czy on po prostu nie chciał, by ktoś zwinął mu jedną z rzeczy, która była jego? Czy zależało mu na niej jak na kobiecie, czy po prostu na własności, która kosztowała go utraty kawałka dumy podczas tego pierwszego spotkania z panem prezydentem w jednym z jego apartamentów?
„Chciałabym, żeby mnie lubił. Och, gdybym tak tylko umiała sprawić, by zaczął mnie pożądać, od razu by się we mnie zakochał i może wtedy stałabym się bardziej jego księżniczką, niż dziwką?”
W sumie ciałem mu się podobała, problem tkwił w czymś innym. Nie w charakterze i nie w poziomie jej inteligencji – chodziło tylko i wyłącznie o jej oddanie, które stało wciąż pod znakiem zapytania. I tu zataczała koło. Jeśli chce miłości Chase’a, musi zdradzić ojca, a jeśli chce miłości ojca, musi zdradzać dalej narzeczonego. Zasmuciła się bardziej na tę myśl. To okrutne, że musiała zdradzać i tak starać o czyjeś względy, a nikt nie chciał jej ot tak za to, jaka po prostu jest.


Wyjątkowo kolejne spotkanie mafii nie odbywało się w żadnym przejętym klubie, a we właściwej bazie, robiącej jednocześnie za schron przeciw atomowy, jako że znajdowała się głęboko pod ziemią. Była to sieć korytarzy i pokoi, do jakich wchodziło się przez opuszczony budynek na środku niczego. Dookoła rosły drzewa, gdzieś dalej płynęła rzeka. Przez pustkowie ciągnęły się słupy telekomunikacyjne przewodzące prąd – jedyne ślady jakiejkolwiek działalności człowieka, która niby zaszczepiła się już w każdym skrawku świata. Przez lata żadne satelity i żadne władze nie zorientowały się, że ktoś mógłby wybrać to idealne wręcz miejsce, na swoją kryjówkę, jak to właśnie wybrał pierwszy założyciel mafii Heylin – Hannibal Roy „Fasolka”,  którego Chase zastąpił. To tu produkowali i składowali swoje bronie. To tutaj  pracował i mieszkał jednocześnie Jack Spicer, naukowiec, który był geniuszem w tworzeniu sprzętu, jednak w prywatnej rozmowie zachowywał się jak skończony debil, przez co mimo starań nigdy nie pozyskał przyjaźni swego szefa. Pomimo jednak niechęci Chase’a do jego osoby, którą okazywał mu za każdym razem, otrzymywał zbyt wysokie zarobki i szansę na rozwój, co nie pozwalało mu kiedykolwiek choćby myśleć o współpracy z kimś innym.
Na spotkaniu mafii oczywiście nie było wszystkich jej członków. Zabrakło wielu ważnych wspólników od zarabia pieniędzy, zarządzania ważnymi firmami, czy własnych posłów pracujących w rządzie, oraz tych zwykłych gangsterów od strzelania. Nie było potrzebny sprowadzania całej rodzinki, bowiem spotkanie było luźnie i bardziej przypominało wspólne biesiadowanie przy dobrej pizzy i piwie. Chase nie pił, bo pracował, jednak nie zabronił Victorowi i pozostałym na rozluźnienie się po nocnej akcji. Chociaż tyle, gdyż na sen nie mogli jeszcze liczyć. Chase, oglądając bronie rozłożone na kilkumetrowej płycie dostawionej na całą długość jednej z ścian pomieszczenia obrad, chciał wysłuchać, co też jego pieskom udało się zwęszyć, a dał im niełatwą fuchą.
– Czy wiadomo coś o Dyris?
– Nie dowiedzieliśmy się jeszcze, co obecnie kombinuje, ale sprawdziliśmy, z kim się ostatnio spotykała – odpowiedział Crove, wyprzedzając Victora, który akurat przełykał kolejny kawałek pizzy, i to już z czwartego pudełka. Ci dwaj byli braćmi, przyrodnimi, bo z te samej matki, która była Chinką. Obaj mieli czarne włosy zaczesane mocno do tyłu, jednak to Crove posiadał stalowe oczy, nie brązowe, które dodawały mu zjawiskowego wyglądu, idąc bardziej w swego ojca. W szeregach mafii słynął też z „szybkiej ręki” – usuwał ludzi i załatwiał sprawy szybciej  niż jakikolwiek inny gangster, jakiego Chase znał. Jednak szef wolał zwracać się do niego po ksywie „Gryzoń” którą nadano mu po tym, jak po pijaku zaczął gryźć biednego Victora.
Crove otworzył laptop, który przyniósł ze sobą i włączył go, kiedy tylko Chase odwrócił się od swoich zabawek i się zbliżył.
– Zaskoczy cię to – dodał, a tuż po chwili na monitorze pojawiły się slajdy zdjęć.
Chase zacisnął usta w cienką linię. Na obrazkach zobaczył Dyris uciskającą dłoń małemu, ale staremu Japończykowi z obstawą napakowanych goryli i udających się następnie na stronę.
– Toshiro – powiedział z wyczuwalnym w głosie zdenerwowaniem.
– Dlaczego robi interesy z kimś, kto groził, że skrzywdzi jego córkę? Przecież jest jego kartą przetargową – spytał Victor, niczego nie rozumiejąc.
– Właśnie dlatego. I nie jego, lecz moją. Kimiko jest moją gwarancją bezpieczeństwa. Jeśli nie ma córki, nie mam jak go szantażować, gdyby spróbował mnie oszukać. A jeśli coś jej się stanie, będzie po mnie. Umowa brzmiała, że dopóki jest moją narzeczoną, dopóty żadna władza nie będzie szkodzić Heylin i nie zostanę oszukany. Tak to będzie mógł użyć wszystkiego, co ma, w tym broni ode mnie, by zniszczyć mnie, mafię, lub po prostu przejąć nad nią władzę.
– Skurczysyn – palnął Jim, który również był tam obecny.
 – Tak czy inaczej teraz jestem pewien, że nie chce mnie przy życiu, bo wie, że nigdy nie dam mu się kontrolować. A Kimiko to taka mała, tykająca bomba. To pułapka. – Zamyślił się na moment, pogrążając wszystkich w ciszy. – Czy transport broni do niego został zatrzymany?
– W tym miesiącu nic mu nie wysłaliśmy – rzekł Victor.
– I dobrze, utrzymajcie ten stan rzeczy.
– Co jeśli zacznie się wściekać?
– Jeśli zacznie, dowiem się od jego córusi, a wówczas wyślemy mu coś, ale będą to atrapy. Spicer potrafi zrobić takie, że stary nie wykryje, że są niezdolne do walki. Będziemy potrzebować więcej pieniędzy na to wielkie przedsięwzięcie. Zrobicie parę napadów na bank.
– Ooo, to może na te, gdzie ludzie z partii Toshiro mają konta? – zaproponował Crove, który z powrotem się ożywił.
– Nie. Dowie się, że to nasza sprawka. To ma być spontaniczna akcja, by nikt nie podejrzewał o to naszej mafii. Wybierzcie losowe banki. Jak ktoś z jego ludzi będzie miał tam konta, to fajnie, czysty przypadek, jeśli nie, to trudno. Jeszcze zdążymy im dokopać.
Chase podszedł do stołu robiącym chwilowo za zbrojownie najnowszych modeli i spakował do torby trzy karabiny, które uznał za najlepsze. A także parę nowych kamer szpiegowskich i urządzeń paraliżujących swego nosiciela. Kazał to wszystko zanieść Jimowi do samochodu.
– Przyprowadźcie mi Spicera – rozkazał.
Jack Spicer był rudzielcem o niezwykle bladej cerze i wychudzonej posturze. Kuśtykał na jedną nogę, po tym, jak ciężki regał z narzędziami zwalił się  na niego, gdy Renji i Crove po pijanemu wtargnęli do jego miejsca pracy i zaczęli się szarpać. Szef był wściekły, ale na szczęście „młodemu geniuszowi zła” – bo tak właśnie Spicer się nazywał – nic poważnego się nie stało i mógł dalej pracować.
Chase był bardziej projektantem, niż konstruktorem; to w jego głowie powstawała wizja na broń, lecz kiedy miał się zabrać za techniczną zabawę i stworzenie jej, okazywało się, iż ma dwie lewe ręce. Zatrudnił więc kogoś, kto miał najlepsze kwalifikacje i jak dotąd Spicer go nie zawiódł, choć charakter miał trudny. Nie było łatwo znosić kogoś, kto ciągle robił maślanie oczy, bo w swym pracodawcy widział swego idola.
Kiedy Victor go przyprowadził, rozpromienił się niesłychanie i zaczął się jąkać, wysuwając spoconą dłoń do uciśnięcia. Chase w ogóle nie podszedł.
– Jeśli chodzi o ten ostatni projekt, to prototyp będzie skończony w przyszłym tygodniu – oznajmił.
– Dobrze, cieszę się, ale to nie z tego powodu cię tu wezwałem. Chcę żebyś zrobił dla mnie coś innego tym razem.
– Jasne, szefie. Dla ciebie wszystko.
– Stwórz mi aplikację na telefon, łatwą w obsłudze, która będzie wykrywać kłamstwa.
Jack wybałuszył oczy. Aplikacja na telefon? Był z niego kiepski programista, lecz skoro szef mafii żąda, to czy wolno mu odmówić? Przełknął tylko ślinę i wypytał o dokładniejsze szczegóły.
Potem schodami zszedł do pomieszczenia zakopanego jeszcze niżej w podziemnej bazie, gdzie znajdowało się jego laboratorium. Obiecał, że jeszcze tego dnia pokaże jakiś projekt. Chase wyszedł na powierzchnię wraz z Victorem, gdzie czekał na nich czarny jaguar.
Chase zamilkł na czas otwierania drzwi i wsiadania za kierownicę.
– I jak? Myślisz, że ta twoja kicia podoła zadaniu? – zagadnął Victor. Wraz z Crove’em i z Jimem usiadł na tylnych siedzeniach.
– Nie wiem. Nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że tak.
– A co jeśli nie?
– Nie chcę nawet o tym myśleć. Oby tak, to będę miał na nią haka, gdyby mi wyrzekła, że chce odejść, lub coś podobnego.
– Wiesz…zbliża wam się rocznica – wtrącił Jim.
– Uuuuu… -srane. Usrane i to bardzo – skomentował Crove.
– Wiem – odpowiedział Chase Jimowi.
– Kimiko chce ci zrobić prezent. Pytała się mnie, co mógłbyś chcieć…
Chase starał się ukryć, że go to nie poruszyło. Widać jednak było jak na tacy, że jest strapiony.
– Zrobi mi prezent wykonując w stu procentach zadanie, które jej wyznaczeł i mnie nie zdradzi. To mi w zupełności wystarczy.
– Mogę jej to jakoś sprytnie przekazać, żeby się domyśliła, że warto trzymać twoją stronę, jeśli chcesz.
– Nie, nic jej nie mów – zabronił natychmiast. – To ma być decyzja wypływająca czysto z jej serca. Żadnych podstępnych manipulacji, żadnych sugestii, gramy w otwarte karty. Wie, jak będzie wyglądać życie ze mną. Nie mogę jej obiecać innego, pełnego romantycznej, bajkowej miłości, a bardziej życie pełne napięcia i przygód. Niech więc się określi, czy tego chce, czy nie. Miała rok na zastanowienie.


Przez całe popołudnie Kimiko leżała na łóżku w sypialni z włączonym naprzeciwko telewizorem i z opakowaniem kokosowych pralinek obok. Akurat miała przyciszony kolejny z nadawanego maratonu program kulinarny, który oglądała z nadzieją, że się czegoś nauczy, bo zadzwoniła do niej Keiko, złakniona rozmowy. I tak już od dwóch godzin dzieliły się soczystymi plotkami.
– Dziewczyna naprawdę przesadza – wzdychała Keiko. – Ja rozumiem, że ćwiczenia na ciało są ważne, no ale ona to sobie wyrobiła figurę jak u chłopa! Żebyś ty ją tylko Kimiko widziała. W barach jest szeroka, a w biodrach niesamowicie wąska. Gdy zakłada jakąś kieckę, wygląda okropnie!
– Współczuję. Serio. To kompletnie nie atrakcyjne – odpowiadała Kimiko.
– Oczywiście, że nie. Dobrze wiem, co myślą faceci. Tak samo ta cała Roxy. Ona ma aż sto osiemdziesiąt dziewięć centymetrów wzrostu. Biedna żadnych szpilek nigdy nie założy.
– Wiesz, niektórzy faceci lubią takie wysokie kobiety, choć myślę, że mój to by się przy niej przeraził – zachichotała.
– Ten twój facet, ten twój facet… Kiedy ja go wreszcie poznam? Po tym jak pokazałaś mi jego zdjęcie jeszcze bardziej chce. Taki przystojniak, że ślinka cieknie. Powiem ci tak, ruchałabym.
Kimiko zarechotała.
- To kiedy go poznam?
Zamilkła.
– Wiesz, on… – urwała, bo nagle do pokoju zajrzała jedna z kamerdynerek.
– Och, przepraszam, że w czymś przeszkodziłam – powiedziała kobieta na wejściu.
Kimiko pospiesznie pożegnała się z Keiko przez telefon, obiecując, że niebawem oddzwoni.
– Chciałam sprawdzić, czy panience niczego nie brakuje, bo tak nie wychodzi stąd długo.
– Wszystko dobrze. – Uśmiechnęła się słabo.
– Cieszy mnie to. Informuję, że kolacja jest za jakieś dziesięć minut.
– Dziękuję.
Kobieta wyszła, zamykając za sobą drzwi, a Kimiko wpadła w rozmyślanie. Czyżby znów miała jeść sama? Chase miał wrócić na wieczór i zabrać ją na misje, o której wiedziała tyle, co nic. Postanowiła przez ten czas oczekiwania na kolację sprawdzić raz jeszcze, czy wybrany przez nią strój do kamuflażu będzie dobry. Musiała zgadywać, bo ostatnie zdanie i tak będzie mieć Chase.
Po kolacji wreszcie poczuła wibrację telefonu w kieszeni. Dostała wiadomość, która powiadomiła ją, co dzieje się z jej gangsterem, jednocześnie podnosząc ciśnienie.

Od: Narzeczony
Wracam. Szykuj się do misji.
Godz. 18:44  

Zgodnie z jego poleceniem, zaczęła się przebierać, a ściskające ją od środka napięcie jedynie wzrastało, nie chcąc przejść. Coś podpowiadało Japonce, że dzisiejsza misja będzie się różnić od poprzednich, oraz że może być bardzo niebezpieczna.


– Pokaż no się.
Kimiko zeszła po schodach do Chase’a, który czekał na nią z rękami schowanymi w kieszeniach spodni. Przyjrzał się jej dokładnie; o dziwo po raz pierwszy nie miał żadnych zarzutów co do stylizacji. Widać z biegiem czasu Kimiko udało się w końcu zgadnąć, jaki kamuflaż sobie kreować, by zadowolić narzeczonego. Ubrała się jak dyskotekowa dziewczyna, naciągając na siebie kabareciki, na nie krótkie, jeansowe szorty, podartą bluzkę oraz pasującą do spodni jeansową kamizelkę. Z dzikim, mocnym makijażem, wyglądała jak nie ona. Czyli idealnie.
Chase dodał od siebie do stroju małą kamerkę, która wtopiła się w guzik od jej kurteczki. Następnie obydwoje udali się do samochodu. Nie zdradził dokąd jadą, ale podróż trwała piętnaście minut. W jej trakcie Kimiko zauważyła pewne, drobne zmiany.
– Jedziemy tylko we dwoje? – spytała.
– Nie zupełnie. Victor jedzie osobnym samochodem za nami.
– Dlaczego tak?
– Bo chcę tym razem odwieźć cię bez tych gburów. – Spojrzał na nią przez sekundę lub dwie.
Kimiko poczuła ciepło, choć dreszcze nie chciały zejść z jej pleców. Próbowała zgadnąć, czy to coś dobrego w niego wstąpiło, czy może za tym miłym zachowaniem przed misją czaiło się coś więcej.
– Jak dziś spędziłaś dzień? – zapytał.
– Dobrze. Choć trochę się nudziłam.
Nagle do głowy wpadła jej sugestia, iż może Chase dowiedział się, że rozmawiała dziś ze swym ojcem. Wspomniała służącą, która do niej zajrzała. Kto wie, czy nie kręciła się, gdzieś w pobliżu, gdy Toshiro do niej zadzwonił i nie powiadomiła o wszystkim kogo trzeba? Przeraziła się, że może być aż tak śledzona we własnym domu, co w sumie było możliwe.
Chase wysadził ją przed wejściem do luksusowego klubu dla elit na ulicy Rén’àilù. Ten klub nie należał do żadnej mafii, a jednak staczał się powoli do tych, które spełniały standardy miejsc publicznych lubianych przez mieszkańców tak zwanego „drugiego świata”, w którym żadna policja i moralne zasady nie miały prawa wstępu. Ochrona została przekupiona zatem zaraz po pokazaniu odznaki przynależności do Heylin mafii, wpuszczono Kimiko bez precedensu. Prędzej zginą niż komukolwiek poświadczą, iż widzieli w tym miejscu tej nocy córkę prezydenta.
W środku wirowały światła i było ciasno od tłumu ludzi. Od razu się więc załamała, że będzie jej ciężko odnaleźć obiekt, którym miała się zająć. Wiedziała jak wygląda, lecz widziała tam tyle podobnych twarzy, że dopiero po jakimś czasie zdołała go wyłapać. Siedział przy stoliku i rozmawiał z ludźmi, których twarzy nie była w stanie dojrzeć, bo pokrywał je cień. Naliczyła jakiś pięciu mężczyzn i sześć kobiet do towarzystwa. A potem także paru ochroniarzy kręcących się w pobliżu. Już rozumiała zatem, dlaczego Chase wysłała ją, a nie swoich uzbrojonych ludzi.
Przy barze zamówiła drinka bezalkoholowego i wpatrywała się w swój cel, licząc, że i on sięgnie ją wzrokiem, by wówczas mogła zacząć uwodzić go nieustannym spojrzeniem. Przez ten czas spławiła z kilkunastu innych mężczyzn, którzy zauważyli ją i uraczeni jej urodą spróbowali wyrwać do tańca, lub postawić kolejnego drinka. Czekała długo, ale pan Yazuka Goro kompletnie nie zerkał w stronę Kimiko, zbyt pochłonięty rozmową ze swoimi towarzyszami. A czas leciał i przeczuwała, że Chase się niecierpliwi.
W pewnym momencie Yazuka się podniósł i przeprosił swoich kolegów. Kimiko uznała to za swoją szansę – zapewne zamierzał udać się do łazienki. Wstał, a wraz z nim mężczyzna, który siedział najbliżej niego. Jego postura ją zaniepokoiła, była jakaś znajoma. Aż po sekundzie zamarła, bowiem gdy ten odwrócił bardziej głowę w jej kierunku, przekonała się, że to jej ojciec. Natychmiast wyciągnęła swój telefon i z szybko bijącym sercem napisała do Chase’a…

do: Narzeczony
Mój ojciec też tutaj jest. Rozmawia z tym kolesiem, którym mam się zająć. Wiedziałeś o tym?
godz. 22:12

…by otrzymać krótką odpowiedź, która zadziałała na nią jak kubeł zimnej wody, wywołujący falę dreszczy:

do: Kimiko
Tak.
godz. 22:12

„Czyli jednak.”
Napisał krótko, ale wystarczająco konkretnie, by Kimiko mogła zrozumieć, co to wszystko oznacza. Nie była na zwykłej misji, lecz na teście. Chase sprawdzał właśnie jej lojalność, a ona,  chociaż się zupełnie nie przygotowała tak, jak powinna, zmuszona była podjąć teraz decyzję, którą powinna mieć za sobą już długi czas temu.
Kazał jej zwabić Yazukę do jakiegoś ustronnego miejsca, a następnie okraść z jego danych, wszystkich dokumentów, jakie miał przy sobie, a także z odcisków palców. Chase planował wrobić go w przekręt giełdowy, a ponieważ Yazuka był politykiem, pogrążyłoby to jego, oraz partię polityczną, do której należał. Teraz jednak dowiedziała się, że jest on człowiekiem jej ojca, a w takim razie jeśli zrobi to, co Heylin od niej oczekuje, będzie miała spore kłopoty u rodzica. O ile Chase postanowi ją wydać, ale czuła, że on po prostu chce mieć na nią haczyk w razie, gdyby zechciała go zdradzić. Jeszcze mogła czuć się od niego niezależna, przynajmniej na razie, póki stoi i wpatruje się w Yazukę, powoli zmierzającego w kierunku łazienki. Lecz jeśli nic z tym nie zrobi, możliwe, że do domu będzie wracać na piechotę. Zrozumiała, że znalazła się między młotem a kowadłem. Poczuła, że grunt wali jej się pod nogami. Ani ojciec, ani Chase nie byli satysfakcjonującym wyborem. Tak czy siak ucierpi z którejś strony. Kompletnie nie wiedziała, komu służyć. Przecież obaj nią gardzili!
„Nie mogę. No nie mogę. Nie zdradzę ojca. Nawet jeśli nie jest idealnym rodzicem, to jednak to rodzina, a Chase to nie miłość. Jestem młoda, jeszcze zdążę się zakochać i to w mężczyźnie, który jest mnie wart.”


– Widzisz to szefciu? Podchodzi do ojca. Szmata. Usmaż ją. Niech kurwa zdycha.
Victor grzmiał przez telefon zaczepiony na specjalnym uchwycie nad radiem w samochodzie. W głośniku pobrzmiewał momentami głos Crove’a, który popierał brata i namawiał Chase’a, aby dłużej nie ryzykował i zabił Kimiko, zanim ta wyda go prezydentowi.
– Nie, poczekaj. Jeszcze jest od niego daleko, może wcale nie zdradzi. – Jedynie Jim wciąż  w nią wierzył.
– To patrz co robi! Szef, słyszysz mnie? Zabij ją. – Victor jednak nie odpuszczał.
Gdy przybył do prezydenta Tohomiko, Chase dowiedział się, jak to został przez niego rozgryziony od A do Z. Po raz pierwszy zjawił się na obcym terenie zupełnie nieprzygotowany, sądząc, że Toshiro nie ma niczego, czym mógłby go szantażować, a okazało się, iż tak go rozszyfrował, że zmusił do przystania na umowę, która tylko jemu odpowiadała w stu procentach. Chase po dziś dzień był na siebie zły; powinien był po prostu wyjść. Gdyby tak postąpił, nie byłby w żaden sposób uwiązany i na spokojnie wykombinowałby jakiś sposób, by pozyskać kamuflaż i pozostać w tajemnicy przed światem, bez asysty prezydenta. A tak zmuszony został do porządkowania własnego bałaganu. Dał się zmanipulować i dokonał z nim interesu, którego teraz żałował. Żałował tego, że zgodził się na wzięcie Kimiko, żałował tego, że wysyłała mu bronie, nawet jeśli były kiepskiej jakości. Posiadanie córki prezydenta nie dawało mu żadnych korzyści i nie gwarantowało bezpieczeństwa, bowiem Toshiro zupełnie o nią nie dbał; i wreszcie żałował, że nie zaryzykował i nie zaczął strzelać. To była zwykła ściema, aby myślał, że posiada na niego jakiś haczyk, gdy w rzeczywistości nie miał niczego na swoją obronę. Nawet gdyby wystawiłby ją nago publicznie, jak mu sam sugerował, również nie sprawiłby mu tym zawodu, a wręcz przeciwnie, zadziałałby przychylnie dla jego wizerunku. Kto by nie współczuł wówczas tak zaatakowanemu przez mafię głowie narodu? Państwo tylko bardziej zmobilizowałoby się do tego, żeby zniszczyć świat przestępczy.
Dlatego też od jakiś szczęściu miesięcy, Chase nieustannie opracowywał plan, który pomógłby mu pozyskać Kimiko na własną wyłączność. Podejrzewał oczywiście, że może mu ona donosić to i owo swojemu ojcu, dlatego też jeśli nie po dobroci – to jest przez dbanie o ją jako tako i przy lekkiej manipulacji jej umysłem – nie zdoła przeciągnąć na swą stronę, to wrobi ją w coś, co automatycznie zmusi do bezwzględnego posłuszeństwa względem mafii i jej interesów.
Przy kamerce miała zawieszone małe, sprytne urządzenie, które mogło zabić ją w każdej chwili, mianowicie podczas uruchomienia, uwalniało śmiertelną wiązkę prądu, który rozchodził się po ciele w trybie ekspresowym i przyspieszał tętno do takiego stopnia, że osobnik wpierw tracił przytomność od nagle przyspieszonej akcji serca, za którym zwyczajnie nie mógł nadążyć, a po chwili umierał, bo to serce z wycieńczenia zwyczajnie pękało jak balonik. Chase’owi drżały dłonie na myśl o tym, co będzie musiał zrobić, jeśli Kimiko pójdzie go zdradzić. Nie chciał go uruchamiać i miał nadziej, że nie będzie musiał. Niby mógłby ustawić urządzenie na opcję jedynie nokautującą do nieprzytomności, jednakże gdyby go zdradziła, dwa dni przed ich rocznicą, po tym wszystkim, co przeżyli, po tym, jak mimo wszystko, żyjąc z nią rok, zbliżył się, z czystej wściekłości za złamanie serca, w odwecie wysadziłby jej własne.
– Halo? – wołał któryś z jego ludzi.
Chase się rozłączył.


Kimiko wyszła z klubu, lekko spocona. Oddychała ciężko, ale trzymała się i stała w miarę prosto. Wyszła jakimiś tylnymi drzwiami i teraz otaczała ją melina ciemnego, mokrego od kałuż i zalegających śmieci zaułka. Zaczęła iść w kierunku ulicy myśląc o tym, co zrobiła. Czy raczej o tym, czego nie zrobiła, a powinna była.
„Co ja teraz zrobię? Co ja teraz kurwa zrobię?”
Odpięła kamerkę z guzika i wsadziła ją głęboko do kieszeni spodni. Starała się już o tym nie myśleć. Szybko dotarła do ulicy oświetlanej na niebiesko przez latarnie. Nagle się rozpadało, a ona, zamiast się schować przed deszczem, stała jak słup w bezruchu. Przynajmniej krople zmyły się wraz z jej płaczem. Dopiero teraz poczuła, że na zewnątrz jest strasznie zimno, a od obcasów bolą ją okropnie nogi. Miała ochotę je ściągnąć, nawet jeśli groziło to niebywałym przeziębieniem. Chciała stanąć boso i móc się choć trochę bardziej utożsamić z tym żebrakiem, który siedział pod ścianą budynku po drugiej stronie ulicy, obleganej przez samochody. Niebezpieczne czasy i tak niebezpieczne miejsce, a jednak nie było nikogo, kto mógłby się łaskawie dla niej teraz pojawić i porwać ją w pizdu.
Niespodziewanie jakieś czarne auto podjechało i zatrzymało się tuż przy niej. Wcześniej stało kawałek dalej, ale ponieważ Kimiko sama nie raczyła do niego podejść i wsiąść, Chase uznał, że trzeba po nią wysiąść.
– Zwariowałaś? Chora chcesz być? – warknął na dziewczynę, otwierając drzwi.
Podszedł do niej szybko i ściągnąwszy swój płaszcz, okrył Kimiko. Zdążyła cała przemarznąć. Pospiesznie wpakował ją do samochodu, a następnie z piskiem opon odjechali. Tuż za nim ruszyły dwa inne samochody – Victora i Jima.
Podczas jazdy nie odezwali się do siebie słowem. Kimiko starała się na niego nie zerkać, udając, iż obserwuje widok za oknem, ale tak naprawdę była niezmiernie ciekawa emocji odmalowujących się na jego twarzy.
Chase wyglądał na wniebowziętego z tego zadowolenia. Wszyscy, włącznie z Kimiko myśleli już, że jednak dowiedzie lojalności względem Toshiro, ale ku zaskoczeniu wszystkich, wybrała mafię i jej szefa.
Jak rażona piorunem pobiegła do pana Goro, który był w trakcie otwierania drzwi od łazienki. Wpadła na niego, wcześniej stanowczo hamując. Zaczęła grać, że się zgubiła i potrzebuje opiekuna. Yazuka powziął ją za otumanioną pigułką gwałtu, tak więc chętnie zabrał ja do jednej z kabin z kibelkiem. Tam Kimiko nagle się ożywiła i znokautowała go tak, że stracił przytomność. Działała pod wpływem mocnego impulsu. Przy skanowaniu jego odcinków palców drżały jej dłonie, tak samo podczas cykania zdjęć jego dokumentom. Chase dobrze zbadał wcześniej informacje kolejnej ofiary Heylin – Yazuka rzeczywiście nosił przy sobie wszystkie numery do swoich kont. Kimiko zabrała je, wraz z historią jego ostatnich wiadomości w telefonie, jednak to i tak pozyskane odciski palców były najcenniejsze. W samochodzie dała wszystko, co zebrała narzeczonemu. Nie sądziła, że podejmie właśnie taką, a nie inną decyzję. Była blisko ojca, gotowa powiedzieć mu o wszystkim, lecz nagle puszczono remix Careless Whisper i Kimiko poczuła, że serce ściska jej się z podniecenia na wspomnienie o tańcu podczas pewnego, magicznego wieczora. Zrozumiała, że tamtej nocy poczuła coś więcej do Chase’a, a ponieważ objawiał jej się jako łagodny partner życiowy, który mimo wszystko zadba o nią lepiej, niż żądny władzy Toshiro Tohomiko, postanowiła oddać się właśnie jemu. I dobrze, bo inaczej byłoby już po niej.
Chase tak bardzo pragnął do rocznicy się z tym wszystkim uwinąć, że teraz był szczęśliwy, gdyż przekonał się, iż warto brnąć w ten związek. W jego wieku, w mężczyźni chcąc czy nie, zaczynają myśleć o drugiej połówce, o tym, by mieć jedną, jedyną miłość, kobietę na wyłączność, z którą mógłby coś wspólnie budować i osiągać nowe cele w życiu. Kimiko mogłaby być jego partnerką, towarzyszką życia. Nadawała się. Jedynie jej lojalność stała przez jakiś czas pod znakiem zapytania, lecz teraz mógł być już spokojny. Nawet jeśli coś kiedyś głupiego przyjdzie jej do głowy, będzie miał się czym bronić, bowiem na swoim dysku posiadał film dowodzący, że Kimiko dopuściła się zdrady. Wreszcie czuł się bezpiecznie. Czuł, że zyskał jakąś władzę, a władza była przecież miłością wszystkich.

4 komentarze:

  1. Wszystko piknie się skończyło, i dobrze, że chciałam w komciu napisać: Kimi, twój ojciec to wuj, twój chłop to wuj, zwiń im z 10 milionów i na samolot do jakiegoś miłego kraju.
    Ej, ona serio ma go zapisanego jako narzeczony? Co tak oschle i oficjalnie? xD Normalny człowiek wybrałby imię, dziubek albo kochanie xD
    A, czyli... Chase ją kocha? Jak już myśli o ustatkowaniu się. xD
    Kochany Dżej, on jeden wierzył w swoją mafioskę. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, dałaś tę muzę. xDD

      Nadal mam przed oczami tę scenę i wciąż ją widzę nieprzyzwoicie wyraźnie. xD

      Usuń
  2. Ta muza mnie prześladuje. xd
    Tak oschle, ponieważ ich związek jest zbyt "rzeczowy", nie wynika z miłości, więc zapisała go jak najbardziej poprawnie. Skarbuś by nie pasowało. :x Nawet jeśli u Kimi coś zaczyna do niego rozkwitać.
    Nie można powiedzieć, że ją kocha, ale uważa, że jest fajna. Niestety gdyby pojawiła się jakaś inna, fajniejsza sztuka, to Chase zacząłby intensywniej kombinować jak uwolnić się od pana T i zerwać zaręczyny z Kimi, by z tą lepszą sztuką się ożenić. ;x Chyba, że coś się w ich związku zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ever wanted to get free Instagram Likes?
    Did you know that you can get these ON AUTOPILOT & TOTALLY FOR FREE by getting an account on Like 4 Like?

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, jak i grafika, stanowią wyłączną własność ich autorki - Layali Namit. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.