niedziela, 25 września 2016

2.1. Mafijne kłopoty


Czarny samochód podjechał pod komendę główną policji w deszczową noc, siekającą skąpane mrokiem wieczoru miasto. Była późna godzina, ale dobry glina jest stróżem nie tylko za dnia, zwłaszcza, jeśli ma pilną sprawę na karku. Z pojazdu wyskoczył pilnie mały, czarnoskóry człowieczek z kędzierzawą czupryną na głowie. Pod kurtką chronił plik dokumentów, szybko wspinał się po schodach gmachu, a tuż za nim wyszedł jego kierowca. Obaj byli policjantami. Prawie nikogo w środku nie zastał, oprócz tych, którzy pełnili dzisiaj swój nocny dyżur. Nadal pilnując paczkę papierów, Jermaine ostrożnie wyciągnął oznakę i pokazał ochroniarzom. Jego kierowca szedł tuż za nim, aż skierowali się ku windzie, która miała zawieźć ich do podziemnej części bazy.
Kiedy byli już na miejscu i drzwi od windy otworzyły się, mężczyźni weszli do pomieszczenia wielkiego jak stodoła, mieszczącego chyba setkę zabieganych osób. Zajmowało je rzędy stołów z komputerami obsługiwanymi przez śledczych; na białej ścianie wisiał telewizor podzielony na kilkanaście mniejszych ekraników, po których jeździły wszelkiego rodzaju kursory i mapy – nieustannie kogoś namierzano, iż zapały się czerwone diody; na samym środku stał stół największy ze wszystkich, przeznaczony do przeprowadzania trudnych operacji przez policjantów-detektywów, którzy właśnie tutaj, pod miastem, wypełniali wytrwale swe obowiązki, próbując walczyć z mafią i z przestępczością w kraju. Najważniejsza była dla nich stolica, którą trzeba oczyścić za wszelką cenę. Prezydent Tohomiko i jego rząd, ani żaden obywatel nie mógł czuć się w niej bezpiecznie, zwłaszcza patrząc po wykresach, wskazujących na zwiększoną aktywność ostatnim czasem sił zła.
Na czele tej całej potężnej drużyny detektywów, z których każdy nosił broń, był w pełni wykwalifikowany, przeszkolony i doświadczony, stał komisarz Guan, cieszący się reputacją człowieka, który wsadził za kratki ponad sześciuset przestępców. Obecnie był na tropie mafii Heylin, którą zamierzał pokonać. Kochał swój kraj, zwłaszcza miasto, w którym się urodził, dlatego walczył z korupcją i z organizowaną przestępczością. Był przykładem dla innych, bo oddał się całkowicie służbie, nie wziął ślubu, nie założył rodziny, ani nie robił tego dla sławy czy po to, by pisano o nim potem w szkolnych podręcznikach. Nie, on czynił to wszystko, wierząc że takie jest właśnie jego powołanie.
Jermaine podszedł do swojego szefa, który na jego widok przestał być taki pochmurny. Podciągnął rękawy koszuli, opierając następnie ręce o biodra.
– Jermaine! Jakieś nowe informacje?
Chłopak, mający zaledwie dwadzieścia parę lat, zbliżył się ostrożnie, wyciągając zebrane dokumenty. Przy Guanie zawsze czuł się taki mały i niedoświadczony, i faktycznie, z całej drużyny elitarnych policjantów tylko jemu brakło doświadczenia, ale za to przeszedł wszystkie egzaminy z rekordową ilością punktów i sam dowodził w pracy, że nie brak mu kompetencji. Do szefa nie miał co się przyrównać, a jednak robił to i zawsze zwracał uwagę też na jego wygląd. Guan był skośnookim wielkoludem, który nieskończenie potrafił pakować, acz nie kwapił się do zmiany kariery na kulturystę. Łysy i kompletnie nieprzystojny, różnił się od lubianego przez kobiety Afroamerykanina, który przyjechał do tego zakątka świata, by rozwijać się pod okiem najlepszych.
– Mam wyciągi z wszystkich banków w stolicy i z pobliskich miast. Dowody są jednoznaczne. To jedna i ta sama mafia.
Guan otworzył teczkę i zaczął przeglądać jej zawartość, pełną zdjęć z zamaskowanymi gangsterami, strzelającymi do klientów banku, biorących zakładników, straszących i grożących, wreszcie uciekających do samochodów pozbawionych rejestracji z torbami wypełnionymi pieniędzmi
– To, że to ta sama mafia, to ja wiem. Liczyłem na coś więcej – rzekł komisarz z lekkim zawodem w głosie.
– Proszę przeglądać dalej – nalegał Jermaine. – Pozwoliłem sobie trochę pogrzebać i po przypuszczać. Mówił mi pan, że mam nie wierzyć w przypadki, jako detektyw i zorientowałem się, że obrabiane są wszystkie banki i wszystkie konta ludzi zamożnych, ale nie tych, którzy są związani z polityką.
Zauważając zdziwienie odmalowujące się na twarzy swojego szefa, Jermaine cały się ożywił i jednocześnie uspokoił.
– Politycy nie cierpią? – To było dziwne. Zazwyczaj przestępcy najchętniej mszczą się właśnie na politykach. Ale coś jeszcze mu nie grało. – Wydawało mi się, że jacyś politycy ostatnim czasem wnosili skargi w parlamencie na mafie.
– Tak, bo nie wszyscy politycy mają to szczęście i nic nie tracą podczas ataków. Nie cierpią ci, którzy są z partii prezydenta.
Guan uniósł brwi do góry.
– No, to już jest naprawdę coś. Ale to wciąż za mało, powiedzą, że był to fart. Zresztą to by było dziwne, gdyby prezydent, który ma nad nami władzę, pozwalał na zabawy mafii. Wprowadza mu ona czysty chaos w kraju. Poza tym sam ostatnio obwieszczał, że doprowadzi do tego, by zapanował spokój i porządek.
– To prawda, ale proszę spojrzeć na te dokumenty.
Komisarz przekartkował dalej i natknął się na zdjęcia polityków z opozycji, oraz całe mnóstwo wydruków mówiących o ich nagłych zniknięciach, odejściach z partii, ucieczkach; niektórzy z nich byli na fotografiach pobici, uciekali przed kamerami i nie składali w tej sprawie żadnego komentarza. Jeszcze inni całkowicie znikali bez śladu, o czym Guan dostawał zawiadomienia, zaś pozostałych znajdowano w rzekach, lub na śmietniskach. Nie były to liczne przypadki, ale jednak istniały – i, co trzeba powtórzyć, wszyscy byli z opozycji.
– Te ataki na tych, którzy najgłośniej krytykują rząd pojawiły się w ciągu tego roku. Wcześniej w ogóle ich nie było.
– Brawo, detektywie Jermaine. Naprawdę brawo, spisaliście się. – Poklepał go po ramieniu, a chłopak dumnie się uśmiechnął. – Wygląda na to, że mamy podejrzanego i wypada złożyć naszemu prezydentowi wizytę. Tobimmura!
Grubas siedzący przy stole z założonymi na niego nogami i obżerający się pączkami, natychmiast wyprostował się w siedzeniu.
– Tak, szefie?
– Sprawdź, kiedy głowa naszego państwa ma wolne, by przyjąć gości – nakazał, po czym zamknął teczkę z dokumentami. – Rozpracuję mafię Heylin, położę kres jej swawoli, a jej szefa oraz wszystkich wspólników wpakuję do pierdla.


– Zdajesz sobie sprawę, jaka jesteś piękna?
Kimiko nie mogła się poruszyć. Próbowała, ale była zbyt dobrze zakleszczona rozprostowanymi ramiona po obu swoich stronach. Mogłaby się wić, ale nic by to nie dało. Widok zupełnej bezbronności u partnerki jedynie bardziej by go podniecił. Miała wrażenie, jakby łzy miały jej zaraz napłynąć do oczu, acz przecież nic złego się nie działo. Sparaliżowana roztaczającym się po niej jak symptomy narkotyku ciepłem, oddychała szybko i płytko, a spomiędzy spazm tych krótkich oddechów wyrywały się jęki, momentami słabe, jakby gardło miała na skraju wyczerpania, a raz tak głośne, że zdolne były zagłuszyć wszystko – a to szum pościeli, a to chrzęsty materaca, a to gwałtowne zderzanie się ciała o ciało.
Za balkonowym oknem jaśniał księżyc, jedyny świadek tej nocy, w której para kochanków pieprzyła się całego, świętując sukces odniesiony w ostatniej misji, jaki jednocześnie zbliżył ich ku sobie, zjednoczył. Mówi się, że nic tak nie godzi dwójki będących ze sobą osób cierpiących na kryzys jak właśnie dobry seks i tak samo nic też lepiej nie utrwalało wzbogaconej o silne zaufanie więzi. Wprawiali wrażenie, jakoby nigdy wcześniej żadne z nich nie zgłaszało ochoty na pełne wyuzdania pragnienia, po prostu wcześniej nie byli siebie tak pewni. Chase ufał Kimiko, bo spełniła się w roli jego narzeczonej, więc i ona ufała jemu, czując, iż wreszcie znalazła swoje miejsce na Ziemi. Mogła być panią przestępczego świata u jego boku, nie musiała nic już więcej robić, jako że dokonała wyboru i wybrała jego stronę. Od teraz wszystko miało być tylko piękne, bogate i przyjemne.
Pewnie z doświadczonej adrenaliny poniósł ją przypływ pożądania, że kiedy Chase wyszedł z propozycją rozluźnienia jej poprzez zrobienie jej dobrze, bezpośrednio i otwarcie rzuciła mu prosto w twarz:
– Przeleć mnie.
Jak na komendę szef największej mafii świata stwardniał między nogami od rychłego podniecenia, które uderzyło w niego z impetem strzelającego karabinu maszynowego. Nawet jeśli po roku bycia z córką prezydenta doskonale wiedział, iż nie należy do panienek lubiących gry wstępne, woląc natychmiastowe pójście na całość, wciąż był wrażliwy na niektóre zdania, jakimi potrafiła spontanicznie sypać – tymi zahaczającymi o pierwszorzędną perwersję. A nie zawsze Japonka miała w sobie tyle śmiałości, by go takimi uraczyć, bądź co bądź na co dzień „cisza myszka” mogło stanowić jej drugie imię.
Ale tym razem Kimiko koniecznie potrzebowała tego relaksu i życzyła sobie szybkiego, pikantnego zaspokojenia. Nie tylko z powodu cielesnych pragnień, ale i tych wewnętrznych, by zapomnieć o wyrzutach sumienia, jakie usilnie mimo jej stanowczych sprzeciwów, próbowały wziąć ją w obroty. Powtarzała sobie, że dobrze zrobiła, zdradzając ojca. Dobrze. A jeszcze lepiej postąpi, kiedy uczci to porządnym bzykankiem z człowiekiem, który miał być od teraz jedynym kreatorem jej życia, wyznaczającym drogę, cele i marzenia. Zapomni o ojcu i odda się bezgranicznie mafiosie, który wreszcie ją poskleja i pomoże poznać samą siebie. Jak dotąd odkrywał przed nią jej własne sekrety mówiące jasno, jest zagubioną dziewczyną, pragnącą poczucia wartości i prawdziwej miłości, której nigdy nie miała. Nie miała pojęcia, czy Chase może podarować ową miłość, ale na pewno prędzej on to zrobi, niż ojciec, który od zawsze nią gardził. Wierzyła, że jeśli dalej będzie dobrą członkinią rodziny Heylin, kiedyś rozkocha w sobie tego grzesznie przystojnego gangstera.
Chase poniekąd wyczuwał o co chodziło dziewczynie, więc by jak najlepiej oderwać ją od wszystkich małostkowych i nieistotnych myśli, rżnął ją od godziny i mimo zmęczenia i kapiącego z niego potu, walczył dalej z samym sobą, byle tylko się odwdzięczyć. Jak i trochę zemścić. Mimo wszystko w samochodzie Kimiko przyprawiła go o takie emocje, iż wypadł stanowczo źle w oczach kolegów, toteż musiała mu za to zapłacić. Swobodnie ignorował wszystkie piski dziewczyny sugerujące, że coś ją gdzieś boli – i tak zaraz wszystko przyćmi orgazm.
Z początku i tak siłą rzeczy wszystko musiało zacząć się od subtelnych pocałunków, stopniowo przechodzących pod wpływem rozpinanych guzików pojedynczych ubrań w namiętne, aż oboje padli na pościelone łóżko. Chase nie ukrywał, że cenił sobie sztukę wolnego, spokojnego, acz długiego kochania, więc przedłużał pieszczoty jak mógł, by podkręcić jak najlepiej atmosferę. Trzeba etapowo dokładać do ognia i nie spieszyć się, to dłużej będzie się palić. Ale gdy tak postępował, wówczas Kimiko zaczynała mu szeptać pobudzające zdania, od których tracił panowanie nad sobą, właściwą sobie ostoję i przeistaczał się w zwierzę, ulegające aż nad to kobiecym walorom. Policzki rozpalały mu się żarem, dłonie, podbrzusze, wreszcie wargi  zęby zaciskały się na jej szyi, by rozładować uciskające go napięcie. Wyswobodziwszy Kimiko wpierw ze stanika, zębami ściągnął z niej majtki, a kiedy ta zachichotała jak miała w zwyczaju robić przy ataku łaskotek, szarpnął ją momentalnie za włosy, by wypięła do niego pierś. Już miał wziąć się za ssanie jej różowych sutków, kiedy nieoczekiwanie w ciszę tła wprosiła się melodia, rozpoczynająca się atakiem głośnego saksofonu.
– Kurwa, wyłącz to.
– Proszę… kontynuuj… – wymruczała najsłodziej jak tylko potrafiła, wiedząc, że słodkością nie raz zdołała poskromić jego nerwy.
Miało być spontanicznie, bez kontroli, zgodnie z rządami dzikich pragnień, lecz kiedy Careless Whispier zaczynało grać, dla Chase’a wszystko szło w diabli. Usiadł przed nią z niezamoczoną miną, w rozpiętej koszuli i rozporku. Bystre oczy szybko dostrzegły telefon leżący obok, ale kiedy tylko spróbował po niego sięgnąć, natychmiast dostał po łapach.
– Sam powiedziałeś, że ten wieczór należy do mnie – przypomniała mu.
Chase siedział przed nią dalej w milczeniu, próbując przetrawić dźwięki uspokajającej się teraz melodii, w którą wkraczał głos wokalisty. Szczerze zbrzydła mu już ta piosenka i nie potrafił się przy niej kochać, no ale jakże mógł jej teraz odmówić? By go skłonić do szybszego powrotu do zabawy, Kimiko uniosła prawą nogę i przejechała mu stópką po torsie, aż zawiesiła ją na jego barku. Podziałało natychmiast; Chase pokręcił głową, biorąc wdech od przypływu podniecenia. Złapał dziewczynę za nogi, po czym położył się na niej. Zaczęli się całować, tulić, muskać, obdarowywać rozkoszami. Kimiko gładziła go po długich włosach, a on w między czasie poszerzał jej nogi, by łatwiej mu było wejść w nią kutasem. Kiedy znalazł się w środku, ona jęknęła, a on westchnął jakby z ulgi, bo znalazł się w domu, tam, gdzie tak bardzo lubił być.
– Dobra cipka – pochwalił wygodę w ciasnej i wilgotnej norce, po czym wsunął rękę pod plecy dziewczyny, by nieco ją sobie unieść. Zaczął się w niej poruszać, najpierw powoli, bo jednak wciąż wydobywała się obok z telefonu muzyka, która go powstrzymywała przed seksualną furią. I w sumie dobrze, w końcu chciał się kochać wolno i długo; przyświecała mu myśl, że przyspieszy później, kiedy już Kimiko będzie skomleć, błagając o to, by ją wykończył. Wtedy łaskawie spełni jej prośbie i zerżnie ją starannie, dochodząc z nią potem w miłosnym amoku.
Muzyka skończyła się szybciej niż sądził, a jemu nadal było mało. Nawet nie zdążył się rozkręcić, a narzeczona pod nim już się wiła. Wychodziła mu naprzeciw i wyżej unosiła biodra, prosząc o głębsze wejścia. Chase pochylał się nad nią, próbował całować, ale Kimiko nie była w stanie odwzajemniać pocałunków. Sapała mu słodko do ucha, odwzajemniał się tym samym. Przyciskał głowę do jej własnej, tulił coraz mocniej, wykonując szybsze uderzenia pod kołdrą, która po chwili z siebie całkiem zrzucili i skopali nogami. Było im za gorąco, zdecydowanie przydałoby się otworzyć okno.
Kimiko wpijała mu palce we włosy, uwielbiała go łapać za kosmyki, zwłaszcza kiedy stawały się mokre od potu pojawiającego się na jego plecach. Sama również czuła, że zaczyna się do niego kleić. Jej piersi były mokre, a to dlatego, że tak je miażdżył, kładąc się na niej coraz bardziej. Nie narzekała na jego ciężar, i tak on sam uważał, pamiętał, że ma pod sobą kochankę. Powoli dziewczynie kończyła się cierpliwość. Żar podniecenia palił ją między nogami, acz towarzyszące mu uczucie wypełnienia starało się działać na nią kojąco. Czuła jak męskość kochanka posuwa ją szybciej i szybciej. Już odchylała głowę, przymykała oczy dla lepszych doznań, otwierała szerzej usta, by krzyczeć, krzyczeć ile się tylko da.
– Rób mi tak, rób mi tak, kochany…
Chase coś tam do niej mówił, pieszczotliwie urabiał, wołał po imieniu, komplementował, jakby miał do czynienia z boginią. W jego słowach przelewała się siła doznań, które mu fundowała swoim ciałem, unosił się, odpływał, brzmiał jak pijany. W głębi też narzekał na gorąc, na szczęście nic nie było już w stanie go rozproszyć i powstrzymać przed dojściem, które się zbliżało teraz wielkimi krokami. Odchylił się, przeszedł do siadu, spojrzał z góry na Kimiko, która z wyglądu wydawała się mdleć od przedzierających ją na wskroś uniesień. Nie przestawała wić się na łóżku, a jej malutkie piersi kołysały się pod wpływem jego ruchów. Oplatała mu biodra nogami, trzymała go bez przerwy zamkniętego jak w kołysce. Ogarnął sobie grzywkę z mokrego czoła.
„Jakaś ty piękna i ponętna” – stwierdził po raz który w duchu.
Pokochali się tak jeszcze z pięć minut, nie licząc kompletnie czasu, już bardziej gniewnie, szaleńczo, opętańczo, zrzucając poduszki, kołdrę z łóżka, gniotąc prześcieradło. Łóżko mieli naprawdę solidnie zrobione, bo nie zaskrzypiało ani razu.
– Zaraz dojdę, malutka – powiadomił, znów do niej przylegając całym ciałem.
Kimiko uniosła na niego swe zamglone oczy. Odnalazła jego spojrzenie, takie ciepłe i pełne złota, w którym mogłaby utonąć. Nie zsynchronizowali się, ona zdążyła osiągnąć orgazm znacznie wcześniej. Stęknęła mu po raz który, chciała powiedzieć, że go kocha, ale uzmysłowiła sobie, że to zbyt głupie i nie na miejscu. Oni nie są parą z miłości. Oni żyją w ustalonym układzie, sami nie wiedząc chyba do końca dlaczego nadal ze sobą są. Może ze zwykłego przywiązania?
W końcu Chase zamarł w niej, zastygł w bezruchu i spuścił w dziewczynę. Poczuła gorące nasienie w swoim kroczu i, jakby z wdzięczności, objęła mężczyznę nad sobą i przytrzymała, by jeszcze z niej nie schodził, by jeszcze tak chwilę został. Odetchnęła. Ich oddechy zaczęły się uspokajać. Pocałowali się, po czym Chase przewrócił się na łóżko; leżąc na plecach przez jakiś czas jeszcze normował oddech. Kimiko patrzyła, jak unosi i opada mu co rusz urzeźbiona klatka, skropione mięśnie brzucha. Była bardziej u sił, więc dźwignęła się i sięgnęła po kołdrę leżącą na podłodze. Przykryła ich oboje, wtulając się na koniec do gangstera, acz też nie za mocno, bo wiedziała, że mu teraz gorąco. Chase trzymał się jedną ręką za czoło, patrząc w pusty sufit. Chyba pobili jakiś swój rekord, bo nie kochali się dotąd tak długo.
„Chciałabym wiedzieć o czym myśli” – snuła pragnienie, głaszcząc mu delikatnie włoski przy skroniach.
– Wszystko się teraz zmieni, prawda? – spytała przytłumionym zmęczeniem głosem.
Spojrzał na nią bardzo poważnie.
– Nie wszystko. Na pewno zacznie się coś nowego. – Wnet położył jej rękę na policzku. – Chcę, żebyś zawsze informowała mnie, kiedy ojciec do ciebie dzwoni. Zawsze. Rozumiesz?
Pokiwała głową. Uśmiechnął się zadowolony.
„Pytałam się, czy między nami się coś zmieni… Widać nie.” – Posmutniała, starając się tego jednak na zewnątrz nie pokazywać. „Jestem dziewczyną gangstera. Och, jak to brzmi!”
Przed snem wciągnęli na siebie jeszcze jakieś ciuchy; ona majteczki, on spodnie od pidżamy. Nie powiedzieli sobie dobranoc, zasnęli jak zabici.


W nocy spała dobrze, choć było jej zdecydowanie za ciepło. Przykryta do ramion i opatulona ramieniem kochanka, trzymała nogi wystawione spod kołdry dla wyrównania temperatury. Sen miała przyjemny, robiła w nim jakieś zakupy, ale i tak się wybudziła gdzieś o czwartej nad ranem, bo pęcherz zbyt mocno ją uciskał. Przetarła oczy, narzekając w myślach na miękki materac, na którym tak dobrze się spało i na to siku, które jej się chciało. Nie obudziwszy się nawet do końca i na wpół przytomna przeszła do pozycji siedzącej, by spojrzeć na śpiącego narzeczonego. Człowiek, który ją wykupił, wyrwał z rąk ojca, do tego przechytrzył, by była mu do końca wierna i parę godzin temu ją rżnął, teraz spał spokojnie jak niemowlę, wyglądając tak niewinnie, że aż mogłaby go nazwać kimś obcym. Albo może jej się tylko tak wydawało przez to, że wciąż w połowie jeszcze spała? Kiwała się, pragnąc przewrócić się z powrotem na plecy i zatopić głowę w puchowej poduszce, ale zew natury wzywał ją coraz mocniej. Ucałowała Chase’a w policzek, jeszcze chwilę napawając się tym obrazem. Gdzie się podziała ta jego zawsze widniejąca na twarzy władczość i surowość? Zastanawiała się nad tym, o czym mógł śnić.
„Może o nas?”
Wreszcie wstała z łóżka i skierowała się po omacku ku łazience. Podłoga była przyjemnie zimna, studziła ją i wspomagała pracę świadomości, by trafiła na kibel, pamiętając by ściągnąć wcześniej stringi. Poza nimi nie miała nic, acz często spała na wpół naga lub całkiem, a to przez właśnie częste igraszki z człowiekiem, który nawet nigdy nie wyjawił jej, czy ją kocha. Nie wiedziała z jakich powodów Chase nadal z nią był i zadbał o to, by dalej mogli być razem pomimo złego ojca, zamiast zrobić tak, aby pozbyć się problemów, których ona mu sobą przysparzała. Jeżeli z uczuć, to czemu nie mówił tego wprost? Nie umiał być romantyczny, to fakt, jedynie czasem potrafił sypać Kimiko komplementami, ale zazwyczaj działo się to właśnie wtedy, kiedy byli w trakcie seksu, albo przed i jemu doskwierała strasznie potrzeba opróżnienia jąder. Sam kiedyś oznajmił Japonce, że nie potrafi być romantyczny, i by nie oczekiwała za wiele, kiedy jest wśród swoich ludzi. Zaznaczył, że musi dbać o swoją reputację. Jakakolwiek kryła się za tym więc tajemnica, podczas robienia siku nie był to odpowiedni czas na tak ciężkie kontemplacje, w dodatku o tej porze dnia.
Po załatwionym problemie była już praktycznie do reszty wybudzona, ale wciąż chciała dokończyć swój sen i wrócić do ciepłego łóżka – nagle dokuczył jej chłód. Podrapała się między nogami w trakcie drogi.
„Strasznie coś ze mnie ostatnio cieknie. Powinnam udać się do ginekologa.”
Już planowała następne dni, choć powinna skupić się na rocznicy, którą mieli obchodzić już jutro.
„Ciekawe co powie na mój prezent. Ciekawe co sam mi kupił! Błagam, niech to nie będą ciuchy. Liczę na jakąś kreatywność. Ja musiałam się wysilać z wpadnięciem na pomysł.”
Popatrzyła po sypialni, która jaśniała, jako że coraz widniej robiło się za oknem. Słońce podnosiło się opieszale, bardzo opieszale. Wnet Kimiko zatrzymała się, kiedy już miała legnąć na łóżku. Wytrzeszczyła oczy, nieruchomiejąc, a kiedy miała już pewność wobec tego, co widzi, krzyknęła zrozpaczona.
Chase obudził się natychmiast, ale potrzebował paru sekund, żeby zorientować się, że to Kimiko się wydziera, aż nagle kuca i chowa się za łóżkiem. Budząc się, przy okazji wyciągnął spod poduszki czarny pistolet, z jakim zwykł sypiać. Poza narzeczoną nie widział jednak nikogo w sypialni, komu miałby odstrzelić łeb.
– Co się dzieje? – spytał zdezorientowany. Dlaczego Kimiko się tak chowa?
– Tam ktoś jest! – zawołała, wyciągając jednocześnie rękę w stronę balkonowego okna zamglonego w sinym blasku poranka. Wcześniej ktoś tam stał, ale kiedy Japonka wszczęła alarm, zdążył się ulotnić. – Widziałam! O tam!
Chase wstał z łóżka bardzo sprawnie i choć umysł mu jeszcze wolno chodził, adrenalina poczęła już robić swoje. Podszedł do okna, uważając, by nie wyjść za bardzo na widok.
– Czekaj, nie podchodź tam…! – pisnęła Kimiko, widząc, co wyczynia. Jej głowa ledwo wystawała znad łóżka, na tyle, by mogła obserwować wszystko z ukrycia.
Nie lubiła, kiedy był odważny. Zawsze się wtedy narażał, a teraz, gdyby ktoś chciał w niego strzelać, miał cały jego goły tors wręcz na tacy. Broń w ręku w niczym by mu nie pomogła, gdyby okazało się, że mają do czynienia ze snajperem. Tak przynajmniej sądziła Kimiko, ale Chase był roztropnym człowiekiem i stawiając ten dom kazał, tak dla zwykłego poczucia bezpieczeństwa, wstawić wszędzie kuloodporne szyby. Rozejrzał się więc na spokojnie.
– Nikogo nie ma – stwierdził po chwili.
– Przysięgam, że kogoś widziałam!
– A dokładniej? – Pociągnął za zasłony i przyćmił nimi okno. W sypialni zrobiło się ciemniej, więc zapalił małą lampę na szafce nocnej.
Kimiko wstała, zawiązując ręce i chowając swoje piersi, jakby wciąż mogła być obserwowana przez intruza.
– Jakiegoś… jakiegoś… Nie wiem – mruknęła, próbując sobie przypomnieć. – Wyglądał jak jakiś tajny agent z filmów skrzyżowany z żołnierzem. Miał takie białe gogle zasłaniające mu oczy. Wyglądał jak z jakiegoś horroru, albo kryminału.
Chase popatrzył na nią w milczeniu, rzucając w zastanowieniu krótkie „hn”, po czym sięgnął po telefon i sprawdził godzinę.
– Może ci się przyśniło?
– Nie! Na pewno nie! – zaparła się. Da sobie rękę uciąć, że widziała człowieka, który im się przyglądał, jakby był jakimś szpiegiem. – Mówię ci, że ktoś tam był i się na nas gapił! Może to był tylko włamywacz, nie wiem, ale na pewno mi się nic nie przewidziało. – Po twarz Chase’a nie umiała stwierdzić, że jej wierzy, więc od raz posmutniała, pochylając głowę. – Jakbym przyjrzała mu się dłużej, to powiedziałabym ci więcej, ale się wystraszyłam…
– W porządku. Nie przejmuj się tym – powiedział po krótkim milczeniu, obchodząc łóżko. Dostrzegł, że bardzo to przeżyła. – Chodź do mnie. – Zaprosił, unosząc rękę. Kimiko chętnie przylgnęła mu do piersi. Miała gęsią skórkę, ale to raczej z zimna. Chciała znaleźć się z powrotem pod kołdrą, najlepiej z nim, ale nie sądziła, że będzie w stanie zmrużyć oko, nawet jeśli okna były zasłonięte. Na zewnątrz wciąż ktoś mógł być. Spostrzegła, że Chase wolną ręką wpisuje coś w swój telefon; zapewne stawiał na nogi swoją ochronę i kazał zbadać parcelę. – Idź spać – zaproponował.
– Raczej już nie zasnę.
– Hn. Jak uważasz. Ubierz się więc, służba zaraz zacznie się tu krzątać, bo wstaliśmy.
Oboje poszli się przebrać, lecz choć Kimiko położyła się, by po prostu leżeć, Chase zszedł na dół, a nawet jeszcze niżej, do biura pod powierzchnią domu, w którym pracował ze swoimi ludźmi, jeśli nie działał na mieście.


Nie przyszedł na śniadanie, więc Kimiko postanowiła do niego zajrzeć, niosąc ze sobą srebrną tacę z bułeczkami z dżemem, kremem czekoladowym, oraz kubek posłodzonej herbaty, jak i szklankę mleka z białkiem i z proteinami, które Chase dziennie z rana wypijał, choć ostatnio zrobił sobie przerwę od siłowni. Służąca pomogła otworzyć jej drzwi, po tym jak zeszła krętymi schodami do dolnych partii mieszkania, zaczynających się granatowym, zimnym w wyglądzie korytarzem, usłanym w nieskazitelną czystość i pozbawionym jakichkolwiek mebli, czy obrazów. Prowadził prosto do domowego gabinetu, obleganego zabezpieczeniami. Gdyby ktoś zadecydował włamać się do willi Younga, to pomieszczenie uchodziłoby wówczas za schron nie do przejęcia. Drzwi powstrzymywała przed otworem blokada na hasło, które Kimiko bardzo długo nie znała; Chase wyjawił jej zapis liczb zaledwie miesiąc temu.
Po przekroczeniu drzwi, wciąż miała jeszcze do przejścia mały, ciemny przedpokoik z otwartym przejściem już do głównego biura, w którym, jak zauważyła, był nie tylko pan domu, ale też i jego główni gangsterzy, którzy najbliżej z nim pracowali. Cała grupka siedziała wokół długiego, prostokątnego stołu, ciągnącego się aż do ściany z telewizorem. Najlepszy układ meblowania pomieszczeń poświęconych głównie obradom, knucia, spiskowania, opracowywania planów, akcji, czasem wspólnego oglądania filmów, kiedy z nudów, jak grupka najlepszych przyjaciół, urządzali sobie swoiste kino domowe. Teraz siedzieli w kręgu i rozmawiali o czymś. Akurat jakieś slajdy zdjęć wyświetlane były na ekranie, z kolei na stole leżał stos pieniędzy.
Po roku czasu Kimiko nauczyła się już paru rzeczy, więc nie chcąc narobić jakiejś siary, zostawiła jedzenie w przedpokoju na małej szafce, by nikt ni widział, że chce przynieść ukochanego śniadanie niczym dobra żonka. Powoli wychyliła się, cichym chrząknięciem zawiadamiając o swoim przybyciu.
Chase obrócił się na krześle do gościa, po czym pilotem prędko zgasił dwustucalowy telewizor. Rozmowa, jaka trwała dotąd między mężczyznami, ucichła. Kimiko zauważyła, że ekipa składa się głównie ze wszystkich, którzy nie lubi, bo z Victora, Crove’a, Renjiego, Jebaka, Doyle’a, nie licząc Jima.
– Wchodź, cipeczko, śmiało – zaprosił szef mafii, co automatycznie dodało dziewczynie odwagi, by wejść do gniazda węży.
Już na samym wejściu poczuła na sobie nieprzyjemne, niechętne spojrzenia, które spróbowała zignorować. Dobrze wiedziała, czemu towarzystwo Chase’a za nią nie przepada – nie uważali jej za jedną z nich, pamiętając, że jest córką wroga. Gdyby ich szef o tym kiedyś zapomniał, byli zawsze piersi w kolejce mu o tym powiedzieć. Aczkolwiek takie osobniki jak właśnie Jim, czy nawet też Jebak, potrafili spojrzeć na nią przyjaźnie, bo ostatecznie jak dotąd nie zrobiła nic złego i nie zaszkodziła rodzinie.
– Akurat dobrze, że przyszłaś – oznajmił Chase, posyłając do Crove’a krótki gest, by zmienił miejsce i pozwolił jego dziewczynie usiąść przy nim. – Właśnie mamy wypłatę.
Kimiko nie odrywała wzroku od piramidy czystej gotówki, od czasu do czasu zerkając na ekran i zastanawiając się, co też było na nim puszczane, i dlaczego go nagle zgasił. Dosiadła się, zachowując prostą postawę. Gołym okiem każdy dostrzegał, że jest spięta, a to z wiadomego powodu. Pomyślała, że dobrze byłoby zrobić coś, by polepszyć swe relacje z ludźmi narzeczonego.
Chase z piramidy pieniędzy odjął dwa pakieciki gotówki, w których mogło być jakieś razem pięćdziesiąt banknotów. To równało się całkiem pokaźnej sumce. Aż za pokaźnej, choć Kimiko nie robiło to wiele różnicy – i tak miała wszystko i zero celów na jakieś oszczędzanie.
– Proszę, kochanie. To twój zarobek za ostatnią akcje. Możesz sobie wydać na jakieś sukienki, czy co tam chcesz.
Wręczył dziewczynie pieniądze. I to nie pierwszy raz; Chase nigdy nie pozostawał dłużny, zawsze wynagradzał Kimiko jej trud włożony w sukces zleconej jej przez niego misji, choć nawet gdyby nie płacił, i tak wykonałaby dla niego zadanie. Musiała mu przyznać, że był dla niej hojny, lecz z drugiej strony komuś takiemu jak on nigdy nie brakło pieniędzy i mógł je rozdawać bez umiaru. Był aż obrzydliwe bogaty i ona też się taka czuła, jako że była z nim związana, może nie przysięgą małżeńską, ale jednak, na mocy jednego z jego dokonanych interesów i zawartego paktu, nad którym przejął całkowitą kontrolę. Zastanawiając się nad różnymi powodami, dla których mógłby dawać jej te pieniądze, Kimiko wpadała na pomysł, iż może pragnie zbudować w niej poczucie stabilności, bo ostatecznie nie musi szukać sobie żadnej pracy, w każdej chwili może robić dla niego. A także… mogą być to pieniądze za seks. Tak się niechybnie złożyło, że w nocy dopiero co to robili.
„Zwykły zbieg okoliczności” – szybko przegnała tę myśl, bo była kłująco bolesna.
– Victor, Crove… – Chase zaczął wyliczać, odseparowując od siebie pozostałe pakiety gotówki i przesuwając je kolejno do typowanych złoczyńców.
– Ej! – zawołał nagle Jebak. – Dostałem mniej od Crove’a, dlaczego tak? – Obaj ostatnio wykonywali te same zadania, w parze. Powinni więc dostać tyle samo.
– Odjąłem ci za ten twój durny napiwek jaki dałeś jednej z syren Dyris. Pamiętasz?
Pamiętał, więc rychło spąsowiał. Teraz szczerze żałował, że uległ wówczas tym boskim kształtom i zmysłowym ruchom kobiet pracującym dla ich wroga.
– Nie wiem w sumie jeszcze na co to wydam – rzucił Jebak.
– Pewnie znowu na dziwki – odrzekł Renji.
– Niee. Ostatnio myślałem, czy by nie kupić sobie jakiejś budki z kurczakami. Wiecie, tak żebym mógł zawsze podjechać i wziąć sobie kubełek kurczaków w chrupiącej panierce, kiedy tylko naszłaby mnie ochota. I mając już taką restauracje, mógłbym obsadzić ją samymi laskami, które poza fartuchami nie miałyby na sobie nic. Pomyślcie tylko!
Niektórzy gangsterzy zarechotali.
– Weź się lecz – uspokoił Victor.
– Ha! Victor, zabawne, że ty mi to gadasz. Ty to byś pewnie pierwszy do takiej restauracji wskoczył i… – urwał, spoglądając na Kimiko. – Już nie powiem co z nimi robił. Mamy damę w swoim towarzystwie, więc niech te ohydne szczegóły zostaną w tajemnicy.
Wszyscy zerknęli na Kimiko, dopiero teraz życzliwie, jakby atmosfera się rozluźniała. Chase szturchnął ją nogą pod stołem, by się ocuciła, bo nagle zawiesiła się ze spuszczoną głową. Myślała o tym, co zobaczyła w nocy i sądziła, że Chase coś robił w tym kierunku, ale on chyba cały czas gawędził z kolegami. Mimo wszystko, nie chcąc go zawieść, uśmiechnęła się wesoło i spróbowała wyszukać okazji do włączenia się w rozmowę.
– Tak mało z nami rozmawiasz, Kimiko – mówił dalej Jebak. – Myślę, że szef by się nie obraził, gdybyś czasem poszła z nami wszystkimi na piwo.
– Mowy nie ma – wyrwał się Young.
– Ale spokojnie, szef! Nikt by jej nie próbował upić, zresztą byś pilnował. A wiesz, zacieśniać więzy trzeba. W końcu jesteśmy wszyscy rodziną!
– Tylko że ja nie pijam piwa – przyznała cichutko Japonka. Nienawidziła wręcz tego trunku, było przecież takie gorzkie i cuchnęło, i było w kolorze moczu! Ogólnie nie przepadała za alkoholem, co najwyżej pozwalała sobie na drinka, ale to też tylko wtedy, kiedy jest na misji, lub w jakimś publicznym miejscu z Chase’em.
– Nic a nic? – zdziwił się Jebak. – Pewnie dbasz o linię. A taka z ciebie chudzinka. Ile ważysz? Pewnie malutko.
– Kobiet się nie pyta o takie rzeczy, ty imbecylu! – zawołał Jim, uczulony na braki dżentelmeńskich objawów u swego kolegi. Jebak przyznawał, że czasem się zapominał, ale i tak wzruszał na to ramionami.
– Dobra, już dobra – cmoknął. – Sam muszę trochę zgubić. Tak mówię o tych kurczakach, a jednak ostatnio przytyłem.
– Ty? W ogóle tego po tobie nie widać – skomentował Crove.
Rozmowa szła w najlepsze, a Kimiko wciąż wyczekiwała jakiegoś momentu, by zabłysnąć, by się spoufalić.
„Może sypnąć jakimś żartem? Ah, a jeśli się zbłaźnię?”
– Wierz mi, ja aż dziewięćdziesiąt kilo ważę!
– Niby gdzie?
„To ten moment!” – uznała i palnęła na nic nie bacząc:
– Gówno w dupie też waży.
„O rany, to było głupie!”
Zaczerwieniła się, szybko ścisnęła swoje dłonie pod stołem, wyczekując reakcji. Była natychmiastowa; wszyscy ryknęli śmiechem i to tak gromkim, że Kimiko aż podniosła się na duchu. Widać intuicja dobrze podpowiadała, by strzelić czymś ordynarnym i grubiańskim. Poczuła na sobie wzrok Chase’a, który znów ją szturchnął lekko nogą.
– Kochanie, nie poznaję cię – powiedział tak, że usłyszała to tylko ona.
– To ci się udało! – zawołał Jebak. – Bardzo dobry tekst, bardzo dobry!
– Dobra, spadać mi już do roboty – zarządził nieoczekiwanie pan ojciec. Gangsterzy zawyli, bo teraz miało być tak fajnie! – Wiecie co macie robić – dodał, po czym spokojnie zaczekał, aż powzięli się za zbieranie swoich tyłków z krzeseł.
Żegnając się z szefem i z Kimiko, zapraszając ją przy okazji, by częściej wpadała do nich, kiedy są w takim gronie, w końcu wyszli, zostawiając ich samych.
– Teraz możemy w spokoju porozmawiać – oświadczył, zabierając rękę, o którą dotąd się podpierał.
– O tym, co działo się w nocy? – zagaiła pełna nadziei.
– Tak. – Chase się wyprostował. – Faktycznie ktoś był wczoraj na terenie parceli. I ten ktoś jest dobry, ale nie za dobry.
– To znaczy?
– To znaczy, że używał nie swoich odcisków palców, wspinając się po balkonie. To uniemożliwia nam szybkie sprecyzowanie, kim jest włamywacz, ale wiemy jakim samochodem uciekał i dokąd dzięki zapisom z kamer, które mamy rozstawione na całej drodze łączącej dom z miastem – mówił, przypominając sobie cały szereg zadań jakie wykonał ze swoimi ludźmi o świcie. W sypialni powiadomił przez telefon grupkę żołnierzy, która miała stację w budynku mieszkalnym umiejscowionym tuż przy ulicy, jaka przebiegała przez most, a dalej ciągnęła się właśnie do ich willi. Kazał im wyjść na zewnątrz i wypatrywać samochodu. Przejechało w tym czasie ich z pięć i jeden z nich narzucił trop, okazując się tym, jaki ich interesował. Czarne bmw, do jakiego żołnierze, wyglądający jak zupełnie zwyczajni obywatele, przyczepili nadajnik, który pomógł następnie wyśledzić całą trasę tego pędzącego pojazdu, zaprowadził ich do szefa tego „włamywacza”. – Pojechał do klubu go-go. Wiem dokładnie jakiego, bo byłem tam nie tak dawno. Jego właścicielem jest niejaka Dyris.
– Dyris? – powtórzyła zaskoczona Kimiko, w której urosły nagle obawy o swoje bezpieczeństwo.
– Taka jedna… znajoma. Jest gangsterką, próbowała robić ze mną interesy, jako że jest właścicielką paru takich klubów, które całkiem nieźle zarabiają. Ale ma więcej kasy niż oleju w głowie, więc zerwałem z nią wszelki kontakt.
– Aha…
„Jakaś jego koleżanka nas podglądała… Co ona, chora na łeb? A może… Może to przypadek jak w tych całych filmach; to jego była, która ma na jego punkcie fioła!” Zazdrość rozbiła młotem serce Japonki.
– Ech, muszę cię przeprosić. – Usłyszała nagle. – Wiem, że mija nam jutro rocznica, ale wyskoczyło mi jedno bardzo ważne spotkanie. – Spojrzał na Kimiko, uważnie badając jej reakcje. Ciężko było się domyślić, co czuje w danej chwili. – Nie może nas na nim zabraknąć. Obiecuję, że będziesz się dobrze bawić.
Zastanowiła się przez chwilę, co mu odpowiedzieć. Myśl o Dyris, jakiejś konkurentce znów ją ugryzła.
– Czy będzie tam jedzenie takie, bym poczuła się jakbyś zabrał mnie do restauracji, albo muzyka, byśmy mogli potańczyć? – spytała wreszcie.
– Oczywiście.
– W takim razie nie będę narzekać.
Przymrużył oczy, ciesząc się.
– Daj mi buzi – powiedział, co uczyniła bez oporów, nachylając się nad stołem.
– Przyniosłam ci w ogóle śniadanie – dodała, wstając po chwili i odbierając czekającą wciąż w przedpokoiku tackę. Wracała z nią z uśmiechem, lecz w środku cały czas męczyły ją obawy.

„Po jakiego wała ta baba wysłała szpiega w środku nocy? Czego ona może chcieć, i do czego może być jeszcze zdolna?


note: Muszę ożywić tego bloga z powrotem, przecież ja mam takie mega pomysły na tę historię! xD Niebawem, pewnie w przyszłym tygodniu, zrobię tu nowy szablon. Jakiś taki bardziej... mafijny. :D
A, no i czas urozmaicić graficznie też same rozdziały. Od teraz będę zasypywać je obrazkami ze słodziutką Kimi, żyjącą sobie beztrosko u boku gangstera.


6 komentarzy:

  1. To ja się zastanawiałam, co to za zdjęcie z Fan, bo przecież nie z empress. xD

    Rany, Ty nawet nie wiesz, jaką bekę toczyłam, gdy oni się seksili. xD Ach, czyli Kimiko tak bez ogródek potrafi powiedzieć: Przeleć mnie? Xd nie poznaję jej. Cóż, sądziłam, że to jakiś detektyw ich podglądal, ale po goglach pomyślałam o... Jacku. Musiałaś mi zepsuć tak cudny rozdział wspomnieniem o tej cipie? Rzygam nią. xD

    Jebaczek! <3 Crovuś! <3 Dżej! <3 Moje kiciusie! Chcę więcej takich rozmów. Powiem Ci, że chyba też powinnam zamelinować u siebie Jebaka, on jest taką super postacią. xD
    Totalnie ukryłam twarz w dłoniach i aż parsknęłam, kiedy Kimi wypuściła się z tym gównem i poczerwieniała. Na szczęście mafia gustuje w dowcipach niskich lotów. Zatem nie ma wiochy. xD

    Guan komisarz kulturysta! XD Jermaine przystojny detektyw! <3 *Q*
    Tubi... Grubas przy biurku wpieprzający pączki! Na maksa wykorzystałaś uniwersum Xiaolinu.

    Kocham tego mafiose!
    WENY!

    OdpowiedzUsuń
  2. No to już wiesz. xD
    Coo, śmiałas się przy ich seksach? One nie miały być bekowe, ale poważne i jarające! Weź, pogrążyłaś mnie. xd Ide się zamknać w sobie!
    Nie no, Jack nie mógłby śledzić, robi dla Chase'a. Hm, chyba, ze ma jakiś fetysz... xD
    Tak, musiałam. Naprawdę musiałam ją przywołać. xD
    Dawaj! Bierz Jebaka! On jest wystrzałowy. Jak biorę go na odstrzał, od razu szybciej pisze mi sie rozdział.xD Tak wszystko rozluźnia.
    Hahaha xD Z tym gównem miało być różnie, ale ostatecznie... właśnie, mafia gustuje w takich dowcipach. xd Ci przestepcy ... xd Nie ma wiochy, nie ma. xd Za to zabłysła na pewno w oczach takiego Jebaka.
    Staram się jak mogę! W następnym bedzie Dashi, które pracuje jako prokurator. xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Quantum Binary Signals

    Professional trading signals sent to your mobile phone every day.

    Start following our trades today & gain up to 270% daily.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, jak i grafika, stanowią wyłączną własność ich autorki - Layali Namit. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.